Pairing: Die(Dir en Grey) x Toshiya(Dir en Grey)
Gatunek: yaoi, lemon
Die siedział na jednej z ostatnich ławek starego i opuszczonego kościoła. Lubił tu przychodzić, gdyż ponad wszystko cenił sobie spokój. Musiał trochę podumać w samotności, ponieważ znów przyszło mu przeżywać nieszczęśliwą miłość z Toshiyą w roli głównej.
- Ten głupek znów znalazł sobie jakąś pannę. Czy on nie widzi jak ja cierpię?!- warczał Die w swoich myślach.- No tak, nie widzi… Przecież jest zbyt zajęty zabawianiem się z tym blond plastikiem.
Czerwonowłosy kolejny raz zignorował namolnie dzwoniący telefon w jego kieszeni, ustawiony tak, by zamiast hałaśliwego głosu Kyo, były wibracje.
- A niech się martwi ten Kaoru. Raz w miesiącu mogę sobie pozwolić na olanie jego i tych jego pieprzonych prób.
Nagle, całkiem niespodziewanie, Die usłyszał skrzypienie drzwi. Zaskoczyło go to. Przecież nikt nawet nie wiedział, że taki kościół tu jest! Stał on tu jeszcze od czasów, kiedy katolicy chcieli nawrócić Japonię i budowali swoje świątynie. Tego na szczęście nie udało się zniszczyć rodakom gitarzysty.
- Daisuke? Jesteś tu?- usłyszał ciepły głos, należący do Toshimasy.
- Tochi? Co ty tu robisz?- mruknął, niekoniecznie szczęśliwy z faktu, iż basista go znalazł.
- Kyo mi powiedział, że tu przychodzisz, jak ci źle.
- Pieprzony kurdupel!- warknął czerwono włosy w myślach.- Zabierz go tu raz, kiedy jest smutny, a tak ci się odpłaci!
Die odwrócił się w stronę ołtarza i zamknął oczy.
- Więc… Po co przyszedłeś?
- Z paru przyczyn. Po pierwsze, Kaoru się martwi. Po drugie, no cóż… I mnie trochę smutno jest, więc przyszedłem, by pocieszyć i ciebie, i siebie.
- Smutno ci? Niby to z jakiego powodu.
- Sayu ze mną zerwała.
- Och, to przykre… - a chuj, a nie przykre! Jeśli ona z nim zerwała, to znaczy, że mój Tochi znów jest wolny! No, Die… nie spieprz tego tym razem!- Chcesz o tym pogadać?
- Nie, nie trzeba. W sumie to nie jest tak źle. Ona nie była dla mnie- Toshiya usiadł obok Die.- A ciebie co trapi?
- Mnie? … Uwierzył byś, gdybym ci powiedział, że ty?- mruknął Die, starając się, by jego głos nie drżał.
- J-ja? Och, to urocze, że przejmujesz się problemami przyjaciela. Ale nie trzeba, Die. Ze mną jest już wszystko dobrze.
- Nie, nie przejmuję się twoimi problemami, ale tobą. Całym tobą.
Die zbliżył się do Tochiego i pocałował go w jego słodkie wargi. Po chwili jednak się odsunął i oczekiwał na reakcję ze strony basisty. Spodziewał się wszystkiego. Od ataku złości, przez krzyk, obrzydzenie, rozpacz, aż po uderzenie go i w efekcie wyjście z kościoła.
Jednak tego, że basista przytuli się do niego i ucałuje delikatnie jego szyję, nie przewidział.
- Nawet nie wiesz, jak długo czekałem, aż się zbierzesz na odwagę i wreszcie zrobisz coś.
- Ty… wiedziałeś?
- Tak. Kaoru i Kyo mi powiedzieli. Nie spodziewałem się tego, ale przyznam, że jest to miłe.
- Miłe? Ja cie kurwa kocham, a ty twierdzisz, że to miłe?
- Die, uspokój się- Toshiya pogłaskał go po włosach.- Wiesz… może i nawet bym mógł z tobą być, ale.. no.. ja ten… jestem hetero.
- Phhh.. To po co tu przylazłeś?
- Bo… ja…- basista zarumienił się i spuścił głowę.- Chciałbym spróbować, jak to jest…
- Chcesz się ze mną przespać? Chcesz dać mi nadzieję, a potem najzwyczajniej sobie odejść?
- To nie tak, przecież wiesz!
- To jak?!
- …przeleć mnie.
- Co proszę?
- Tak po prostu. Chcę… chcę móc się w tobie zakochać, Die.
Toshiya objął Die mocniej i pocałował go w usta. Czerwonowłosy zrezygnował z opierania się. Skoro Tochi mu się od tak oddaje, to postanowił skorzystać z tego. Popchnął ciemnowłosego na ławkę, nie odrywając się od jego ust. Dłonie wsunął pod jego koszulkę i pieścił jego sutki, masując je i podszczypując.
Basista jęczał mu prosto w usta. Niezgrabnie ściągnął z niego t-shirt, przerywając tym samym pocałunek. Daisuke, korzystając z chwili ściągnął z niego koszulę i rzucił ją na ziemię. Ustami przywarł do jego szyi. Lizał, ssał i podgryzał jego skórę, wsłuchując się w rozkoszne jęki Toshimasy.
Ręce ciemnowłosego powędrowały na pośladki Die, sunąc powoli po jego plecach i drapiąc je lekko paznokciami.
- Daisuke…- wyjęczał basista. Biodra wypychał do góry, ocierając się tym samym o Die.
Czerwonowłosy zjechał ustami niżej. Na sutki. Zaczął je drażnić języczkiem. Rękoma dotarł do jego krocza. Wyjął pasek Tochiego z szlufek i związał mu nimi ręce, ignorując protestujące jęknięcie basisty.
Następnie odpiął jego spodnie i zsunął je z niego. Z bokserkami zrobił to samo. Teraz Toshiya leżał pod nim nagi, skrępowany i zawstydzony.
- Boże… Jesteś taki rozkoszny.
Die wpił się w jego usta z wielką namiętnością. Palce prawej dłoni zacisnął na jego penisie. Po chwili jednak oderwał się od jego ust, po to, by pochylić się nad męskością basisty. Polizał ją po całej długości, po czym wziął ją całą do ust.
- Jezuuu…- zawył basista.- Och, Daisukee!
Die umiejętnie robił kochankowi dobrze. W międzyczasie zaczął go przygotowywać, wsuwając w jego ciaśniutki odbyt palce, które wcześniej podsunął mu pod usta, by je nawilżył.
Dla Toshiyi było to zupełnie nowe uczucie. Na tyle ile pozwalał mu pasek, wplótł palce we włosy gitarzysty, szarpiąc je delikatnie i masując skórę głowy.
Po chwili czerwono włosy zaprzestał pieszczot. Wyjął palce z Toshimasy i odsunął się od niego.
- Jesteś pewien, że tego chcesz?
- T-tak..- odpowiedział basista z rumieńcem na twarzy.
Die uśmiechnął się, pocałował go i zsunął z siebie spodnie wraz z bokserkami. Jego męskość stała sztywno.
Uniósł nogi kochanka w górę i delikatnie naparł na jego wejście. Cały czas patrzył w jego oczy, by w razie czego przerwać i się odsunąć.
- Ochh…!- Toshiya jęknął zaskoczony. W pierwszej chwili chciał odepchnąć Die, lecz się powstrzymał. Gdy czerwono włosy wszedł w niego do końca, basista szybko przyzwyczaił się do uczucia posiadania go w sobie i zaczął wiercić niecierpliwie bioderkami. Zaczynało mu się podobać to, co robił z nim Die.
Zaskoczony Daisuke przez chwilę zamarł w miejscu. Po chwili jednak zaczął się w nim delikatnie poruszać, wsłuchując się w jęki ukochanego, które podniecały go niemożliwie.
Toshimasa zarzucił mu ręce wokół karku, przyciągając go do niezdarnego i pożądliwego pocałunku. Nogami objął go w pasie i przyciskał do siebie, nadając jego pchnięciom coraz to szybszego tempa.
- Daisuke… Achhh – Toshiya jęczał imię kochanka i ząbkami haczył jego wargę.
Obaj byli coraz bliżej spełnienia. Die wchodził w niego do samego końca, trafiając umiejętnie w jego prostatę.
- Och taaaaaak! Daisukeeee! Bożee! Taaaak!- Toshiya wygiął się w łuk dochodząc i zacisnął mięśnie na penisie kochanka.
Die czując, że basista osiągnął spełnienie wykonał jeszcze kilka gwałtownych ruchów i sam doszedł, rozlewając się w jego wnętrzu.
Obaj dyszeli głośno, próbując uspokoić rozszalałe bicie serca.
Toshiya nie mógł uwierzyć w to, ze seks z Die tak bardzo mu się spodoba. Objął swojego gitarzystę mocno i pocałował go, lecz ten niespodziewanie odsunął się.
- Daisuke? Co jest?
Die zapalił papierosa, na co Toshiya skrzywił się. Nie przepadał za dymem tytoniowym.
- Był seks, tak jak chciałeś. I co dalej?
- Umm.. Ja… nie wiem sam. Podobało mi się.
- Mnie też. Nawet nie wiesz jak mi serce wali.
Basista podniósł się, krzywiąc się przy tym nieznacznie. Przysunął się do Daisuke i przytknał ucho do jego klatki piersiowej.
- Słyszę, jak twoje serce bije moje imię. A moje serce zaczyna uczyć się jak bić twoje imię.
- Czyli że…
- Pozwól mi się w tobie zakochać, DaiDai, a obiecuję, że już nigdy cię nie zostawię.
Basista wyplątał swoje ręce z paska, wyrzucił papierosa z ust Die i pocałował go usta, popychając tak, że gitarzysta leżał na ławce, a Toshiya na nim.
Kochankowie nie byli świadomi tego, iż zza uchylonych drzwi kościoła obserwuje ich rozszalały z zazdrości Kyo, który miał nadzieję, iż basista zrani Die, a wtedy on będzie mógł wybić mu go z serca zastępując jego miejsce sobą. Do jego oczu cisnęły się łzy, którym pozwolił spłynąć po twarzy, gdy wracał do samochodu z zamiarem rozbicia go o pobliskie wzniesienie.
Ty.... Ty...! Złamałaś mi serce tym opkiem!
OdpowiedzUsuńA raczej końcówką! Kyooo!! Nie rób tego, Meev przecież na ciebie czeka!*brechta się* .
Ej, kurwa .. dla mnie trochę akcja za szybko poleciała, ale chuj z tym, jestem, zachwycona!
Cudne to jest!
I najbardziej mi się podoba ten moment, jak Hara przykłada ucho do klatki piersiowej Die, i słucha bicia jego serca . Ej,t o było poruszające .
Kocham Cię <3
Nie mogę się doczekać kolejnej notki!
Bardzo fajne chociaż wole Daisuke jako uke. Biedy Kyo, ale jak to się mówi, kto pod kim dołki kopie ten sam w nie wpada. Mógł to jakoś inaczej rozwiązać, a tak... Genialne opowiadanie.
OdpowiedzUsuń