Pairing: Kyo(Dir en Grey) x Satsuki (Rentrer en soi)
Gatunek: angst, shounen ai , cross-over
Satsuki rzucił telefonem i zerwał się z miejsca, biegnąc schodami w stronę wyjścia z wytwórni. Do jego oczu zbierały się łzy, a w głowie nadal szumiał mu głos Kaoru, wypowiadające słowa „Kyo jest w szpitalu”. Biegł ile sił w nogach, nie zwracając uwagi na ludzi, których potrącił po drodze. Liczyło się teraz tylko to, by być przy ukochanym i nie pozwolić mu odejść.
Bez tchu wpadł do szpitala. Skierował się do recepcji i zaczął nieskładne zdanie:
- Kyo… znaczy.. Tooru.. on.. jest tu…? Co.. co się z nim… gdzie… boże..
Na szczęście recepcjonistka od razu zrozumiała o kogo chodzi i wskazała ręką na windę.
- Trzecie piętro, pokój 304. Tylko na razie nie możesz…
Chłopak dalej nie słuchał. Od razu podbiegł do windy, by zdążyć, nim drzwi zamkną się przed nim.
Cierpliwie czekał, aż dobrnie do trzeciego piętra. Pozwalał łzom, by spływały po jego policzkach, a drobne ramionka drżały w spazmach rozpaczy i obawy.
Przedostał się przez wąską szczelinę ledwo otwartych drzwi i wybiegł na korytarz. Od razu spostrzegł Toshiyę, Shinyę i Die, który dość nieudolnie próbował rozśmieszyć pozostałych, chodź sam widać było, że cierpi. W końcu Kyo to jego najlepszy przyjaciel. Nie raz pomagał mu się otrząsnąć. A teraz Daisuke sam nie mógł nic zrobić.
Gdy cała trójka spostrzegła bruneta, zamarli. Widać było, że każdy wysilał się na uśmiech.
Satsuki nie zwrócił więc na nich większej uwagi. Minął ich i podszedł do drzwi z emblematem „304”.
- Przyjdzie tu do ciebie…- usłyszał głos Kaoru z pomiędzy uchylonych drzwi.
- Wiem…
- …powinieneś to rzucić. Nie widzisz jak to cię niszczy?
- Nie rzucę tego. Ja to kocham. Sam wiesz… Wycisza mnie i dzięki temu macie nowe piosenki.
- Ranisz przez to wszystkich dookoła. Rzuć to…
- Ostatni raz ci powtarzam. Nie- Kyo zamilkł na chwilę.- Nie mów mu nic, okej? Chcę sam się tym zająć.
- Czy… Czy Kyo chce ze mną zerwać?- przeszło Satsukiemu przez myśl i mało nie zemdlał.- Ale.. Dlaczego? Nie był wystarczająco dobry? Nie poświęcał się wystarczająco? Kyo…
Chłopak otworzył z hukiem drzwi i wbiegł do środka, rzucając się do łóżka, na którym leżał wokalista Dir en Grey.
- Kyoo… Kochanie.. Co się dzieje.. Kyoo. Czemu tu jesteś?!- zawalił go pytaniami. Postanowił, ze na razie nie będzie wspominał, że wszystko słyszał.
- Ach.. nic takiego. Zwykłe zapalenie gardła. Ale już mi lepiej. Patrz.. i nawet mogę normalnie mówić.
- Kyoo.. Martwiłem się, idioto!
- Och, to pewnie przez Kaoru! Nastraszył cię, co?- Kyo starał się zażartować i uśmiechnąć, ale marnie mu to wyszło. Satsuki dostrzegł w tym dużo cierpienia i sztuczności.
- Kyo… Powiesz mi co się dzieje? Wyglądasz jak byś nie był szczęśliwy, że tu jestem.
- Satsuki, kochanie… Skąd ci to przyszło do głowy! Cieszę się, że tu jesteś! Bardzo się cie...
- Nie kłam. Kyo… Proszę cię, nie kłam.
- Ja…
- Och, dość. Jeśli nie chcesz powiedzieć mi prawdy, wychodzę.
- Satsuki… Zostań, proszę… Satsuki!
Kyo starał się zatrzymać ukochanego przy sobie. Na Marnę. Chłopak wstał i nie kryjąc łez wybiegł.
Zraniła go ta sztuczność Kyo. Czyli że już go nie potrzebował? Nie chciał? Nie kochał?
Brunet wyminął resztę zespołu swojego ukochanego, bo przecież mimo tych okropności nadal go kochał, i biegiem ruszył do wyjścia ze szpitala.
Na resztę dnia zaszył się w swoim domu. Nie miał ochoty widzieć nikogo. Nie wtedy, gdy jego serce krwawiło. A razem z jego sercem… jego dusza i ciało.
Jego telefon stacjonarny namolnie dzwonił przez ten cały czas, póki Satsuki nie wyrwał wtyczki. Nie wiedział po co zostawił to uciążliwe i niepotrzebne ustrojstwo.
- Kyo… -chłopak nie mógł przestać o nim myśleć. Ani na chwilę. Czuł w głębi duszy, ze Kyo robi coś złego. I to przez niego. Przez niego się stacza i wyniszcza. Przez niego… umiera. Chłopak nie mógł znieść tej myśli.
Kolejna rana na udzie i kolejne krople krwi spływające na kafelki.
…
Namolne walenie do drzwi obudziło Satsukiego. Otworzył leniwie oczy i bardzo powoli się podniósł. Krew na udzie zaskrzepła już. Musiał zasnąć z wycieńczenia organizmu.
Wsunął na siebie spodnie, by ukryć rany i powolnym krokiem ruszył do drzwi. Otworzył je i przymrużył oczy, gdyż światło wpadające z korytarza oślepiło go.
- Satsuki.. Co się dzieje?! Czemu mnie odrzucasz? Czemu się taki zrobiłeś…
To był Kyo. Jego blond włosy były niechlujnie ułożone, a ciuchy pomiętoszone. Oczy miał zaczerwienione, jakby całkiem niedawno płakał.
- Nie opuszczaj mnie… Rozumiesz? Nie chcę być sam. Potrzebuję ciebie i twojej miłości. Satsuki…
Objął kochanka rękoma i mocno go przytulił. Chłopak zamarł. Nie spodziewał się takiego obrotu spraw. Myślał, że Kyo go nie chce już. Nie potrzebuje… A tu nagle…
Brunet rozpłakał się. Objął ukochanego drżącymi rękoma najmocniej jak mógł.
Jego usta uformowały się w delikatny uśmiech. Zamruczał cicho, gdy poczuł delikatne pocałunki na swojej szyi.
- Och, Kyo… Kocham cię, wiesz?
- Ja ciebie też, mój ty aniołku.
Ich usta złączyły się w namiętnym pocałunku, ale Kyo nie brał więcej. Po prostu go całował i obejmował. Nie liczyło się nic więcej prócz ciepła jego ciała.
…
Satsuki wstał wcześnie rano. Ucałował blondyna w usta na „dzień dobry” i poszedł zrobić im obu herbaty.
Spędził tę noc właśnie z Kyo. Ukochany dał mu do zrozumienia, że już nigdy go nie zostawi i zawsze będzie przy nim. Co prawda nakrzyczał na niego za samookaleczanie się, ale na samym końcu przytulił go jednak i przeprosił.
Gdy był w kuchni usłyszał trzask drzwi łazienki. Pomyślał, że Kyo wstał i poszedł wziąć prysznic. Zaskoczyło go jednak, iż wpierw się nie przywitał, ale pomyślał sobie, że może… może Kyo nie wiedział gdzie jestem. Albo był tak zaspany, jak co ranek zresztą, że nie kontaktował i jedyne jego potrzeby to prysznic i mocna kawa.
Satsuki więc wyjął torebkę z wiśniową herbatą z kubka i wsypał trzy łyżeczki kawy rozpuszczalnej i dwie cukru. Czyli idealny napój z rana dla Kyo.
Zalał kubki wrzątkiem i zaniósł oba do swojej sypialni w oczekiwaniu na swojego demonka.
Zaniepokoił się jednak, gdy po pół godziny blondyn nadal nie wyszedł z łazienki.
- Kyo?- Satsuki zapukał do drzwi. Nie odpowiedziało mu jednak nic. Zmartwił się strasznie. Próbował nacisnąć klamkę, lecz mężczyzna zamknął się od środka.
Brunet zaczął panikować. Nieudolnie próbował otworzyć drzwi. Walił w nie i nawoływał ukochanego. Może… może zasnął, albo coś. No ale.. przecież takie coś by go obudziło. Jego ręce zaczęły drżeć, a z oczu popłynęły łzy.
Pędem pobiegł na korytarz, do kurtki Kyo. Wymacał w niej telefon i od razu wybrał numer do Kaoru.
- K-Kaoruuu...- zawył. Próbował złapać oddech, lecz jedyne na co go było stać, to płaczliwy lament i błagania.- Proszę, przyjedź! Kyo… on.. on… zamknął się w łazience. I nie wychodzi…. Kaoruuuu!
Liderowi nie trzeba było powtarzać dwa razy. Był w mieszkaniu Satsukiego po pięciu minutach.
Chłopak cały czas płakał i siedział w kuchni pod parapetem. Nie mógł znieść faktu, iż coś złego mogło się dziać z Kyo. I to przez niego! Bo przecież Kyo był z nim, więc powinien się nim zająć, zaopiekować się.
Kaoru naparł na drzwi. Wyważył je jednak za drugim razem. Dopiero wtedy Satsuki zerwał się z miejsca i przerażony wbiegł do łazienki.
- Kyooooo!- wykrzyknął, gdy zobaczył ukochanego, leżącego nieprzytomnego na ziemi. Złapał go za poły koszulki i potrząsnął nim- Obudź się! Kyooo! Idioto, obudź się! Nie zostawiaj mnie! Kyoo.
Brunet cały czas nawoływał blondynka, nie mogąc pogodzić się z faktem, iż mógłby go stracić. Nie dał Kaoru podejść do niego. Lider musiał go odciągnąć od swojego wokalisty, by sprawdzić puls. Zamarł jednak i już po chwili został odepchnięty przez Satsukiego, który objął Tooru mocno i cały czas płakał w jego koszulkę.
Kaoru jako jedyny zachował zdrowe zmysły. Zbierało mu się na płacz, ale powstrzymał się. Zadzwonił po karetkę. Co prawda niepotrzebnie już. Ale.. przecież tak trzeba.
…EPILOG…
Na pogrzeb nie przyszło dużo ludzi. W końcu termin, oraz jego miejsce było ściśle zatajone.
Kyo przedawkował. Nie chciał umierać, lecz jednak nie umiał powstrzymać potrzeby wzięcia narkotyków. To było silniejsze nawet od potrzeby bycia z ukochanym.
Jego śmierć pociągnęła za sobą Satsukiego. Chłopak nie mógł znieść faktu, iż będzie musiał żyć dłużej sam. Bez jedynej osoby, która była dla niego całym światem.
Dzień ten jednak był dniem jednej śmierci. Bo mimo iż umarło dwoje ludzi, to jednak najbardziej umarła ich miłość. Umarła i została zakopana w osobnych trumnach z dala od światła dziennego.
Od jakiegoś czasu czytam twoje opowiadania, bardzo mi się one podobają.
OdpowiedzUsuńCzytając to opowiadanie byłam tak zaryczana, że sobie nawet nie wyobrażasz. Byłabym wdzięczna gdybyś wysyłała mi info o nowych notkach na gg:11229809. Mam nadzieję, że się odezwiesz.
Oh my Kyo, jak zwykle w moich oczach stanęły łzy kiedy to czytałam. Piszesz genialnie i wręcz uwielbiam twoje opowiadania ^.^
OdpowiedzUsuń