Pairing: Yoshiki(X-Japan) x hide(X-Japan)
gatunek: shounen ai, angst
Wyjechałem do LA, żeby odciąć się od Yoshikiego. Niby kochał mnie, ale bez przerwy na mnie krzyczał i wyjawiał swoją zazdrość, kiedy to spoglądałem się na skąpo ubrane panienki, albo gdy wizażysta malował mnie, lub układał mi włosy. W pewnym momencie nie wytrzymałem i wykrzyczałem mu wszystkoto co o nim na chwilę obecną myślałem. Padło trochę nieprzyjemnych słów, których potem żałowałem. Bo przecież mieliśmy pojechać tam razem i wieść spokojne życie daleko od mediów. A on w ostatniej chwili odwołał swój bilet na samolot. Stwierdził, że skoro to o nim myśle, to może nie powinno być już NAS. I faktycznie. Gdy wyjechałem nie było już NAS. Byłem JA i byłeś TY. Oddaleni o kilometry. Czasem w nocy płakałem za tobą. Kochałem Cię i po prostu nie mogłem żyć spokojnie.
Niektórzy mówili, że przez zakończenie działalności X-Japan popadłem w depresje. Gówno prawda, że się tak brzydko wyrażę. Oczywiście dotknęło mnie to, bo przecież X było dla mnie wszystkim. Przeszłością, rodziną, przyjaciółmi no i wiernymi fanami, którzy cię nigdy nie zawiodą, o czym się nieraz przekonałem. Ale prawdziwym powodem mojej depresji był Yoshiki. On zrobił to specjalnie. Wiedział że mnie to dotknie. Czy on mnie aż tak nienawidzi?Musiał jeszcze posypać moje poranione serce solą?
W LA moje życie pozornie układało się świetnie. Zespół pilnie pracował nad płytą którą wkrótce mieliśmy wydać. Ja poznałem dziewczynę z którą świetnie mi się wiodło. Wszystko szło świetnie, ale wewnątrz siebie czułem pustkę. I strach, że już nigdy go nie ujrzę, nie przytule, ani nie zobacze. To bolało. Z każdym dniem coraz mocniej. Z radością więc przyjąłem do siebie informacje, że płyta skończona i wracamy do Japonii. Naturalnie udałem wielki smutek, ponieważ Jessica musiała zostać w LA, by kontynuować studia. Z wielką „niechęcią” więc wróciłem samolotem z całym zespołem do Tokio.
Na lotnisku odebrał mnie brat i tłumik fanek. Ach, urocze dziewczęta. Ale… czemu Yoshiki nie przyszedł? Zapomniał o mnie? No tak. Przecież już mnie nie kocha…
Jakie było moje zdziwienie, gdy następnego dnia mój słodki perkusista zadzwonił do mnie i spytał czy nie poszedł bym z nimi na impreze.Zgodziłem się od razu. Nie ważne co to za impreza i kto przyjdzie. Ważne żebędziesz TY.
Postanowiłem. Powiem mu co czuje, przeproszę i będę błagać by do mnie wrócił. Zrobię wszystko. Byleby znowu byliśmy MY.
Ubrałem się w najlepsze ciuchy, ułożyłem ładnie włosy i pomalowałem się. Na imprezę zawiózł mnie brat. On też był zaproszony więc poprosiłem go, żeby mnie pilnował. Naturalnie się zgodził, kochany braciszek.
Szybko wyłapałem w tłumie Yoshikiego. Podszedłem do niego i już miałem zacząć mój monolog, który wcześniej powtarzałem z milion razy, gdy nagle on zaczął mówić pierwszy.
- Hitedo, kope lat! Co u ciebie słychać?
- Dobrze jest- przeczesałem palcami włosy. Spojrzałem mu w oczy i wziąłem głęboki wdech. – Yoshiki, ja…
- Słuchaj, mam świetną nowinę! Zaraz to wszystkim ogłosze!
Yoshiki zebrał wszystkich znajomych. Jakaś kobieta do niego podeszła. Chyba miała na imię Sayako. Kiedyś ją poznałem. Była to stara miłość Yoshikiego. Zaraz zaraz. Stara miłość? Czemu ona go do cholery przytula?! Co jest grane?
- Słuchajcie wszyscy! Ja i Sayako jesteśmy zaręczeni!
Wszyscy zaczęli klaskać i gwizdać. Wyraźnie szczęśliwi z tego powodu. Wszyscy oprócz mnie, naturalnie. Moje serce chyba znów popękało. To boli…
Uśmiechnąłem się jednak i powiedziałem pare słów gratulacji, po czym zniknąłem mu z oczu. Postanowiłem zapić smutki. Piłem, piłem, aż straciłem rachube czasu. A impreza się rozkręcała. Chyba zacząłem się dostawiać do jednego z moich muzyków. To chyba źle, nie?
Na szczęście mój brat nad wszystkim czuwał. Zabrał mnie stamtąd.
Sayako zaproponowała, że nas odwiezie, ponieważ ona jako jedyna nic nie piła.
Głupia, ohydna wiedźma! Mam tylko nadzieje, że nie powiedziałem tego na głos. Uhh…
Ale chyba nie, ponieważ od razu jak dojechaliśmy na miejsce Sayako ułożyła mnie na kanapie, okryła kocem i niby to pieszczotliwie pogłaskała po włosach.
- Wpadnę za pare godzin zobaczyć jak się czuje. Do tego czasu niech sobie śpi- powiedziała tym swoim skrzeczącym głosem, po czym razem zmoim bratem wyszła z mojego apartamentu.
I nie wracaj! Nie chcę cie nawet widzie….
Chyba zasnąłem. Albo film mi się urwał. Zaczynam wariować.
Moje życie nie ma już sensu, co nie? Chciałem tylko, by Yoshiki mnie kochał. Tak jak ja kochałem jego.
- YOSHIKIIIIII!! –wrzeszcze i tłukę wazonik stojący na stole. Och, to ten który dostałem od mamy. Nie pogniewa się chyba…
Zresztą, co mnie to obchodzi. Ona też mnie pewnie nie kochała. Jessica też grała! Zależało jej tylko na tym, że mam kase i sławe! Głupie, dwulicowe wiedźmy!
Hah, zakończmy moje cierpienie… Hmm, jutro mam ten głupi koncert do tej głupiej piosenki. I tą głupią scene samobójczą.
Zabije się! Tak! To genialny pomysł! Już nie będziecie musieli udawać, że mnie kochacie!
Samobójstwo… tylko jak?
Łazienka! Ręcznik! Tak, to jest wyjście! Powiesze się!
Biorę materiał żółtego ręcznika i przerywam go na pół. Wiążę wokół szyi i przymocowuje go klamki.
Ach, brakuje mi tlenu. Czuje jak ulatuje ze mnie życie.
Słysze kroki. No tak. Ta wiedźma miała tu przyjść.
Słyszę jej przerażony krzyk. Zaskoczona? Zaraz… czemu ty się śmiejesz tak jakoś… triumfalnie? To nie tak miało być!
- Oj, hide, hide. Jakbyś czytał w moich myślach. Właśnie przyszłam cię tu zabić.
Pomachała mi pistoletem przed oczyma.
- Ten Yoshiki ciągle o tobie mówi. Hide to, hide tamto. A gdzie ja w tym wszystkim?! On cie kocha, mój drogi. Nie mogę dopuścić, by mnie dla ciebie zostawił.
Dowiązała mocniej ręcznik. Zadrżałem. Czemu to tak boli?
Co ty robisz Sayako? Dzwonisz na pogotowie? Po co? Dopięłaś swego. Zabijasz mnie.
Chociaż nie. Dzięki tobie zaczynam żałować tego co właśnie robie. Ale już za późno.
Yoshiki mnie… kocha. Tak? A ja kocham jego. Kocham go bardzo mocno. Chciałbym żeby wiedział. Ale już się nie dowie. Oj, nie dowie się…
Ty głupia dwulicowa wiedźmo! Mam ochotę krzyczeć, gdy odwiązujesz ręcznik, a moje ciało bezwładnie opada na kafelki.
Ja… umieram. Chyba trace świadomość. Czuję tylko jak jacyś ludzie przenoszą mnie gdzieś i słyszę uciążliwy dźwięk syreny od karetki.
Za późno już. Wiem to. Zaraz umre. Więc po co próbują mnie dalej ratować? Po co?!
- D-doktorze…
Chcę, by Yoshiki wiedział. Muszę to powiedzieć. Muszę!
- Proszę przekazać Yoshikiemu, że ja…. Ja go kocham. I przepraszam.
Moja ręka opada bezwładnie. Czuję, jakbym unosił się w powietrze. Ulatuje w górę. Czyli umarłem już. Więc żegnajcie. Żegnajcie na zawsze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz