Gatunek: cross-over, lemon, yaoi
Z tego co widzę, nie zachęciła was zbytnio akcja "dokarmiania jrockersa"...
Ale cóż. Dzisiejsze opowiadanie jest renowacją ficka napisanego w wieku 14 lat. Także tego. <3
ps. Na razie spodziewajcie się samych one shotów.
Dedykowane Ukesiowi.
- Kurwa!
–przeklął blond włosy chłopak, rzucając telefonem o ścianę. – Nigdy nie
przypuszczałem, że będę za nimi tak cholernie tęsknić! Kurwa! Kurwa! Kurwa!
Po jego
policzkach spływały łzy. Drobne piąstki z olbrzymią siłą uderzały w miejsce, w
które trafił telefon.
Nie mógł
znieść tego, że jego właśni przyjaciele go olali. Zostawili go samego. Bo co?
Bo granie nie sprawiało mu już przyjemności? Bo jest jebanym transem? Bo Kanon
nastawił zespół przeciw niemu?
- Nosz
cholera! Pieprzone gwiazdeczki! A niech będą sobie rockmenami. Ja idę się
najebać!- stwierdził głośno. Wstał z ziemi i wybiegł z mieszkania, trzaskając
drzwiami.
Było już
grubo po północy, więc nikt nie zwracał uwagi na to, iż sukienka blondyna, jak
i jego włosy są w totalnym nieładzie, a makijaż rozmazany. Wszedł do pierwszego
lepszego baru, zamawiając coś mocnego. Trafił akurat do typowo gotyckiego klubu.
Muzyka, jaką grano była ciężka, a atmosfera przytłaczająca. Bou poczuł się
nieswojo. Chociaż wyglądem, ubrany w sukienkę gothic lolitki, niezbyt się
wyróżniał, mimo wszystko nie były to jego klimaty. Sam osobiście wolał coś
słodkiego, jak pop rock, który grał z an cafe.
Na
wspomnienie zespołu do jego oczu znów napłynęły łzy. Jednym haustem opróżnił
szklankę z drinkiem. W tym momencie obok niego usiadł jakiś mężczyzna. Wyglądał
nietypowo. Pół jego głowy była czerwona i zdobiły ją warkoczyki, a druga
połówka była czarna i natapirowana. Make up, czy strój również zwracał na
siebie uwagę. Oczy, które zdobiły szkła kontaktowe, były ostro podkreślone
czarnym cieniem. Jego usta też były czarne, a cała twarz trupio-blada. Ubrany
był w czarną kamizelkę ze skóry i czarne, również skórzane spodnie, pełne
różnych rzemyków i ćwieków. Na nogach miał za to zwyczajne, czarne glany, tzw.
„dwudziestki”.
- Przeszkadzam,
maleńka?- spytał. Jego głos sprawił, że po ciele Boua przeszły dreszcze.
- Tak,
przeszkadzasz. I jestem facetem- blondyn wstał i odwrócił się, chcąc wyjść.
- Oj, no nie
bądź taki niemiły. Posiedź trochę ze mną… pogadamy… czy coś.
I właśnie
Bou bał się tego „czy coś”. A gdy ręka nieznajomego objęła go w pasie mało nie
dostał zawału.
- Puść mnie.
Nie jestem zainteresowany twoim towarzystwem!- starał się brzmieć niemiło, lecz
głos mu się łamał. Mężczyzna przyciągnął go do siebie. Językiem zaczął sunąć po
jego szyi, a rękoma zawędrował pod jego spódniczkę.
- Achh..
zostaw mnie!- Bou próbował się wyrwać. Na marne. Był o wiele słabszy od
nieznajomego.
- K, puść
go. Nie widzisz, że mały nie chce?- za jego plecami rozległ się przyjemny i
głęboki, męski głos. Gdy kolorowo włosy to usłyszał, od razu puścił Boua i
uniósł ręce w górę w geście poddańczym.
- Spoko,
trzeba było powiedzieć, że ci się podoba. Bym ci go odpuścił.
- Wiesz, że
nie o to mi chodzi. Nie możesz od tak sobie rżnąć każdą lolitkę, jaką zobaczysz.
Mężczyzna
oblizał się sugestywnie.
- Ciebie
jeszcze nie przeleciałem, kochanie.
- Daruj
sobie, K. Idź na dziwki.
Bou słuchał
ich z niemałym zaciekawieniem. Dopiero teraz spojrzał na drugiego Gota. Skądś
go znał… Długie, czarne, natapirowane włosy. Tak samo jak u poprzedniego, i ten miał czarne usta, pomalowane w dość
dziwny, ale i pociągający sposób. Blada cera i oczy okrążone czarnym cieniem.
Na sobie miał czarną, krótką, gotycką suknię i buty na koturnie. Widać również
było czarne pończoszki, kończące mu się w połowie ud.
- W
porządku, mały?- spytał, podczas gdy ten pierwszy, którego nazwano K,
postanowił zmienić obiekt podrywu.- Nie przejmuj się nim. On taki jest…
- Nie… nic
się nie stało- mruknął Bou, chcąc jak najszybciej się oddalić.
- Płakałeś… To
przez niego? Zdążył ci coś zrobić? …zabiję go!
- Nie, nie!
To nie przez niego! Proszę, uspokój się!- blondyn objął nieznajomego, gdy tylko
poczuł wyraźną wrogość i groźne spojrzenie w stronę K.
- Nie przez
niego? Więc przez kogo. Ktoś cię skrzywdził, słodki?
Bou nie mógł
powstrzymać rumieńca.
- No.. to w
sumie przez „przyjaciół”…- mruknął, odwracając wzrok. W tej chwili poczuł
obejmujące go, silne ramiona, które dały mu nagłe poczucie bezpieczeństwa.
- To
przykre. W sumie to wiem jak przyjaciele potrafią dać w kość. A tak w ogóle, to
jestem Mana.
- Mana? Ach,
wiedziałem, że Cię skądś znam. Ja jestem Bou…- były gitarzysta posłał
nowopoznanemu promienny uśmiech i wtulił się w niego. Było mu zadziwiająco
dobrze w jego ramionach.
- Chcesz
pogadać? Możemy iść do mnie. Mieszkam niedaleko stąd. Napijemy się wina i
opowiesz mi o wszystkim, co?
- Czemu nie-
Bou sam nie wiedział, czemu się zgodził. Przecież poznał go przed chwilą. Nie
wiedział, czy Mana nie jest taki sam jak jego towarzysz, a może i nawet jeszcze
gorszy.
Ciemnowłosy
objął go ramieniem, przyciągając go do siebie i wyszli z klubu. Faktycznie, dom
Many był tylko dwie przecznice dalej. Miła, dwupiętrowa kamieniczka, w tym Mana
zajmował górę, a dół stał pusty od czasu, gdy była współlokatorka zmarła na
zawał.
- Zapraszam-
Mana otworzył drzwi, wpuszczając Boua do środka. Mieszkanie urządzone było w
ciemnych barwach, przeważały czerń i granat.
Mężczyzna
zdjął buty i ruszył do salonu. Blondyn zrobił to samo. Podobało mu się
mieszkanie Manabu, lecz jednocześnie sprawiało, że dreszcze przechodziły mu po
plecach. Zwłaszcza, gdy ujrzał nóż, z różnymi wzorkami, leżący na komodzie.
- Usiądź, ja
zaraz wrócę.
Bou usiadł
na czarnej kanapie. Objął poduszkę z wyhaftowanym krzyżem i czekał cierpliwie.
Po chwili Mana wrócił z butelką czerwonego wina i dwoma kieliszkami. Otworzył
butelkę i rozlał szkarłatną ciecz, po czym podał jeden kieliszek Bou i zajął
miejsce obok niego.
- Więc mów.
- Ale tu w
sumie nie ma o czym mówić. Granie w zespole przestało mi sprawiać przyjemność.
Odszedłem więc. Niby było im przykro, ale w takim bądź razie czemu do kurwy
nędzy nie odezwali się do mnie od tamtego czasu ani razu?- Przerwał na chwilę i
wypił na raz zawartość kieliszka.- Kanon to jeszcze rozumiem, bo przecież go
kocham. Powiedziałem mu to i pewnie nie chce mieć ze mną nic wspólnego. Ale
Miku? Przecież byliśmy najlepszymi przyjaciółmi!
- Tak to już
bywa z fałszywymi przyjaciółmi. Gdy przestałeś być im potrzebny, olali cię. Nie
przejmuj się nimi.
- Przejmuję
się. Byli dla mnie wszystkim. Bo poza nimi nie mam nikogo…- w oczach blondyna znów
pojawiły się łzy.
- Ej, ale
nie płacz. No już… - Mana przytulił go do siebie i w tym momencie blondynek się
rozpłakał na dobre.
-
Prze….przepraszam…- chlipał cicho chłopak i tulił się do starszego mężczyzny.-
Pewnie i dla ciebie jestem utrapieniem.
- Wcale nie,
kruszynko… - ciemnowłosy chwycił jego twarz w dłonie, unosząc ją do góry.
Scałował łzy cieknące po jego policzkach, po czym pocałował go w jego usteczka.
Blondyn
przez chwilę nie reagował. Lecz w końcu zaczął odwzajemniać nieumiejętnie
pieszczotę.
Całowali się
delikatnie i namiętnie. Nie było w tym ani trochę pożądania, czy brutalności.
Bou był
zaskoczony tym, jaką przyjemność może mu dać zwykły pocałunek. Jęknął więc zawiedziony,
gdy Mana odsunął się od niego.
- Wybacz,
nie powinienem był, ale nie mogłem się powstrzymać. Jesteś taki słodki…
- Nie
gniewam się, ale… zrób to raz jeszcze.
Mężczyzna
uśmiechnął się. Pociągnął blondynka na swoje kolana i wpił się w jego usta z
większą namiętnością niż poprzednim razem. Kazuhiro zarzucił mu ręce wokół
szyi, po czym zabrał się za odwiązywanie sznureczka utrzymującego całą suknię
na ciele Many.
Manabu
również zabrał się za rozbieranie partnera. Rozpiął zamek w jego sukience i
zsunął ją z jego ramion. Ostrymi tipsami przejechał po odkrytej skórze,
wywołując tym rozkoszny jęk u Boua. Położył go na kanapie i zdjął jego sukienkę
całkowicie, zostawiając go w samej bieliźnie.
Widząc
słodki, wstydliwy rumieniec na twarzy młodszego, Mana aż jęknął. Był po prostu
rozkoszny. Ujął jego szczupłe nadgarstki w swoje dłonie, odsuwając je na bok,
by chłopak nie mógł się już nimi zakrywać. Ucałował go prosto w uchylone
usteczka, schodząc następnie na jego szczękę, policzki i szyję, robiąc na niej
delikatne malinki. Brudził go czarną szminką, ale w tym momencie nie było to
ważne.
Mężczyzna
powrócił palcami do ciałka swojego uke. Nie spieszyli się. Mieli mnóstwo czasu.
Pieścił go więc powoli, wsłuchując się w jego jęki i specjalnie omijając
intymne miejsce.
Bou jęczał
cichutko, kręcąc się pod nim i wypychał biodra ku kochankowi, ocierając się o
niego intensywnie. Niepewnie sięgnął do jego sukni, zdejmując ją z niego drżącymi
rękoma, przerywając tym samym pieszczoty.
Stęknął
cicho, widząc jego ciało.
- Taki
piękny…- wymruczał, przejeżdżając palcami po jego torsie, zatrzymując się
dopiero na czarnych pantalonach. Zabrał jednak rękę, znów się rumieniąc. Mana
zaśmiał się cicho i ponownie go pocałował.
Blondynek
przymknął oczy, odwzajemniając pocałunek. Nieco pewniej złapał w palce materiał
bielizny kochanka i zsunął ją z niego niesamowicie zawstydzony tym faktem.
Mana cały
czas obserwował twarz chłopca. Rozczulał go widok tak niesamowicie niewinnej
osóbki, ale i też podniecał. Szybkim ruchem odrzucił od siebie jego dłonie i
niecierpliwie pozbawił go reszty ciuchów.
Bou pisnął
zaskoczony i zakrył rękoma swoje krocze. Mimo iż nie raz kochał się z innym
mężczyzną, to jednak nadal niesamowicie zawstydzała go ta sytuacja. W dodatku
alkohol w jego organizmie działał jakby wbrew wszystkiemu i rozjuszał jego
zawstydzenie.
Ciemnowłosego
jednak to nie zraziło, a wręcz zachęciło do dalszych pieszczot. Zsunął się
niżej i zaczął składać delikatne pocałunki na jego dłoniach, by po chwili
odsunąć je na bok i przytrzymać, by nie miał możliwości ponownego zakrycia się.
Wysunął
długi, zwinny języczek i przejechał nim po penisie chłopca, drażniąc go swoim
ciepłym oddechem. Z przyjemnością wysłuchiwał jego jęki i stęknięcia, gdy
zaczął wędrówkę językiem po całym jego członku.
Bou szarpał
biodrami i wręcz krzyczał z przyjemności. Mana postarał się, żeby chłopiec
odczuwał jak najwięcej przyjemności i tak też było. Ufnie puścił jego
nadgarstki i rozsunął jego uda. Przerwał na chwilę pieszczoty, by pójść szybko
do łazienki po jakiś żel. Wybrał ten malinowy, uważając, że idealnie pasuje do
chłopca i wrócił do niego, siadając pomiędzy jego udami.
Wylał sobie
trochę żelu na rękę i rozsmarował ją na jego członku, pieszcząc go swoją
dłonią. Drugą ręką ponownie rozsunął jego uda, które ten zdążył złączyć podczas
nieobecności starszego gitarzysty.
- Nie bój
się. Obiecuję, że nie będzie bolało.
Mana zabrał
rękę z jego penisa i wylał na nią więcej żelu. Odpowiednio nawilżonymi już
palcami przywarł do jego ciasnego wejścia, napierając na nie delikatnie, nie
chcąc tym go skrzywdzić, ani spłoszyć. Powoli wsunął w niego jeden palec, cały
czas obserwując jego twarzy.
Bou lekko
się krzywił, lecz nie sprawiało mu to dużego bólu. Po niedługiej chwili zdążył
już przyzwyczaić się do tego uczucia i zaczął pojękiwać, gdy kochanek zaczął
poruszać palcem, w międzyczasie dokładając kolejny.
Po chwili
palce zostały zabrane, co spotkało się z jękiem zawodu ze strony chłopca, lecz
Mana nie dręczył go już więcej. Uniósł jego nogi do góry i wsunął się w niego
swoim penisem.
Bou spiął
się i zacisnął zęby na własnym nadgarstku, byleby nie krzyczeć. Nie uszło to
uwadze Many. Odciągnął rękę od jego ust i pocałował go namiętnie, by odwrócić
jego uwagę od bólu. Gdy tylko chłopiec zaczął się przyzwyczajać do jego
obecności i oswajać z tym uczuciem, starszy zaczął się w nim poruszać. Z
początku powoli, nie chcąc go skrzywdzić, lecz gdy Bou zaczął wydawać z siebie
niecierpliwe jęki i kręcił bioderkami, błagając o więcej, mężczyzna znacznie
przyspieszył pchnięcia, wsuwając się w niego po sam koniec.
Blondyn nie
powstrzymywał się przed krzykiem. I tak przecież nikt ich nie usłyszy, bo jego kochanek
mieszka sam. Objął go nogami w pasie, a swoimi ostrymi paznokciami robił
czerwone pręgi na jego plecach i karku. Ich usta łączyły się co jakiś czas w
mokrym i namiętnym pocałunku, który kończył się w momencie, gdy brakło im
oddechu.
Oboje byli
coraz bliżej spełnienia. Mana zacisnął palce na penisie kochanka, by dawać mu
jeszcze więcej rozkoszy i poruszał ręką rytmicznie do swoich pchnięć,
zahaczając co jakiś czas czubkiem paznokcia o główkę, wprawiając tym samym
blondynka na skraj rozkoszy.
W pewnym
momencie Bou spiął wszystkie swoje mięśnie. Doszedł, krzycząc głośno imię
kochanka i plamiąc spermą jego rękę i swój brzuch. Manie też nie potrzeba było
więcej, gdy czuł, jak robi się ciaśniejszy, doszedł prosto w niego, odchylając
głowę do tyłu.
Oboje
dyszeli ciężko i nie ruszali się przez chwilę.
Dopiero starszy pierwszy wysunął się z niego, siadając na kanapie.
Chłopiec podniósł się do siadu z cichym jękiem.
- Jutro mnie
będzie wszystko bolało- mruknął, rozmasowując tyłek i wtulił się w Manę, cmokając go w szczękę.
- Nie jesteś
zły, że cię przeleciałem?
- Podobało
mi się, więc czemu miałbym być zły?
Mana
uśmiechnął się. Rzadko to robił, więc tym cenniejsze było to dla małego
gitarzysty.
- To co
powiesz na powtórkę?- spytał ponętnym, ale i rozbawionym głosem. Wziął go na
ręce i całując go prosto w usta poszedł z nim do łazienki wziąć długą i
odprężającą kąpiel.
Jksosghfiswreg. <3
OdpowiedzUsuńŚwietne jak zawsze :) Szczególnie końcówka, przypadła mi do gustu.
OdpowiedzUsuńmamooo, mana x bou, dfskjhf!
OdpowiedzUsuńO.= Rozjebałaś system tym pairingiem. Bou transem, dafaq? Ładne to się rzeczy pisze w wieku 14 lat, ne? ;--)))
OdpowiedzUsuńSłodkie. Urocze. Cudo.Boskie
OdpowiedzUsuń