Zabiło mnie moje serce - ep6


Nigdy nie czułem aż takiego szczęścia. Nawet wtedy, gdy w wieku piętnastu lat rodzice kupili mi psa, by wynagrodzić mi to, że byłem cholernie samotny. To było jednak coś wspanialszego od tamtego psa, który niestety długo nie przeżył, gdyż ojciec miał dość hałasów i oddał go do schroniska. Bałem się tylko, że moja miłość zostanie potraktowana tak samo jak tamten pies, lecz gdy Daisuke od razu po wepchnięciu mnie do mieszkania, wpił się w moje usta, moje obawy chwilowo skryły się za mgłą. Jego delikatne wargi, smakujące piwem, które tak uwielbiał, były dla mnie jak balsam na moje rany.
Całowaliśmy się zachłannie, jakby świat miał się zaraz rozpaść. Die przyciskał mnie do ściany, wsuwając zwinne, chłodne palce pod moją koszulkę. Jeszcze nigdy żaden pocałunek nie dawał mi takiej przyjemności. Żaden mężczyzna nie wywoływał u mnie takich dreszczy.
- Pozwól mi być seme…- szepnął cicho przerywając pocałunek. Zgodziłem się, kiwając tylko głową. W tym momencie Daisuke zaciągnął mnie do sypialni. Rzucił mną na łóżko i od razu usiadł na moich biodrach. Złapał moje ręce, unieruchamiając je nad głową i znów mnie pocałował. Pocałunek ten był równie namiętny jak poprzedni, lecz zdecydowanie bardziej brutalny.
Podwinął materiał mojej koszulki i delikatnie badał każdy kawałek mojego brzucha i torsu. Wielokrotnie mógł go podziwiać, lecz nigdy nie dotykać i to z taką namiętnością. Napawał się więc tym, dając mi również przyjemność. Zwinnymi ruchami ocierał się o moje krocze, a ja jęczałem już nieźle pobudzony.
Kaoru musiał mieć z nim jak w niebie, przemknęło mi przez myśl, za co szybko się zbeształem. Kaoru go wykorzystywał, bił i poniżał. Podczas ich stosunków pewnie tylko on odczuwał przyjemność, nie zwracając uwagi na czerwonowłosego.
Moje rozmyślania zostały jednak szybko przerwane. Die szarpnął ze mnie zbędną koszulkę, a ustami pieścił teraz moje sutki i klatkę piersiową. Jego ręce za to zsunęły się na moje krocze, ściskając je mocno.
- Daisukee- wyjęczałem cicho. To, co on potrafi ze mną zrobić nadal mnie zaskakuje. Drżącymi rękoma zdjąłem z niego koszulkę. Jego ciało było takie wychudzone i jednocześnie tak bardzo podniecające. Sam widok sprawiał, że robiło mi się jeszcze goręcej.
Gitarzysta zdjął ze mnie spodnie, razem z bokserkami i uśmiechnął się triumfalnie, widząc moją sztywną męskość. Pochylił się nad nią i owiał ją ciepłym oddechem.
Wplotłem palce w jego włosy i szarpnąłem je niecierpliwie, wiercąc się pod Die. On jakby bawił się ze mną. Przejechał palcami wzdłuż mojego penisa, zatrzymując się na główce i zaczął drażnić ją paznokciem. Z mojego gardła wydobył się krzyk. Szarpnąłem biodrami, nie mogąc już wytrzymać takiej dawki przyjemności.
Die zaśmiał się i odsunął się ode mnie. Zza zmroczonych ekstazą oczu widziałem, jak mój kochanek ściąga z siebie resztę ciuchów. Szalenie idealny…
- Mój DajDaj…- szepnąłem, przyciągając go od siebie. Ten jednak mnie odepchnął i obrócił mnie na brzuch, wypinając mój tyłek do góry.
Całował mnie po karku, sprawiając, że cały drżałem. Jego paznokcie jeździły po moich udach. W pewnej chwili przestał.
- Przygotuj się…- wymruczał wprost do mojego ucha i uderzył mnie z otwartej dłoni w pośladki.
Pokręciłem biodrami, dając mu znać, że jestem gotów na wszystko, co tylko chce. Chyba zrozumiał, gdyż złapał mnie mocno w pasie i wszedł we mnie ostro, jednym, silnym pchnięciem. Krzyknąłem głośno, lecz zaraz zatopiłem zęby w nadgarstku, by stłumić wszelkie odgłosy.
- Nie powstrzymuj się. Chcę słyszeć jak krzyczysz moje imię…- uderzył raz jeszcze mój pośladek i zaczął mnie ostro posuwać.
Krzyknąłem głośno, zgodnie z jego życzeniem. W tym momencie wydał mi się cholernie przesiąknięty Kaoru i jego zachowaniem. Żądny władzy i uległych tyłków do rżnięcia. Lecz tak długo jak będzie mój, nie będzie mi to przeszkadzało.
Nie hamował się z brutalnością. Wiedział, że to lubię. Wiedział, że jestem pieprzonym masochistą, wszyscy wiedzieli, więc obdarowywał moje pośladki mocnymi klapsami i drapał moje plecy, zostawiając na nie czerwone pręgi. A ja jęczałem głośno, nie mogąc się powstrzymać.
W pewnym momencie pociągnął mnie mocno i odwrócił na plecy. Uniósł moje nogi do góry i wszedł we mnie równie brutalnie jak za pierwszym razem. Moje jęki zagłuszył nagłym pocałunkiem. Całował mnie zachłannie, a jego dłoń spoczęła na moim penisie, sunąc po nim w rytm jego pchnięć.
W pewnym momencie trafił wprost w mój czuły punkt. To było już dla mnie za wiele. Doszedłem z głośnym krzykiem i imieniem ukochanego na ustach.
Daisuke również doszedł, chwilę po mnie, rozlewając we mnie swoje ciepłe i klejące się nasienie, po czym opadł na mnie wycieńczony.
Oboje dyszeliśmy głośno, nie mogąc się ruszyć. W końcu jednak Daisuke wyszedł ze mnie i położył się obok.
- Przepraszam, byłem trochę za ostry…- szepnął czule i ucałował mój policzek.
- Nie szkodzi. Lubię tak. A następnym razem się na tobie odegram…- zaśmiałem się złośliwie, wtulając się ufnie w jego ciepłe ciało. Pozwoliłem się przykryć kołdrą i otoczyć ramionami.
Po chwili obaj spaliśmy, wykończeni stosunkiem.
Byłem taki szczęśliwy… Jeśli to miał być sen, to ja nie chcę się nigdy obudzić. Chcę na zawsze spać w jego ramionach i być obdarowywanym czułymi pocałunkami.

1 komentarz:

  1. Uwielbiam twojego bloga. Cieszę się, że Kyo i Die są szczęśliwi <3

    OdpowiedzUsuń