Zabiło mnie moje serce - ep5


Minął tydzień. Daisuke mieszkał u mnie, a Kaoru się nawet o niego nie upomniał w dodatku traktował nas jak powietrze. Toshiya i Shinya już na pierwszej próbie zauważyła, że coś jest nie tak.
- Lider-sama, co jest grane?- spytał pewnego dnia Toshiya, gdyż Shinya zawsze był nieśmiały i bał się Kaoru.
- Jak to co? Mamy próbę. Więc skup się i współpracuj, zamiast zadawać zbędne pytania.
- Dobrze wiesz o co mi chodzi. Traktujesz Die jak by nie istniał. Kyo, co jest? Od kiedy aż tak przywiązałeś się do Daisuke? Wy… jesteście razem?
Mało nie udławiłem się powietrzem. Kątem oka dostrzegłem, jak Die blednie i spogląda wystraszony w stronę lidera.
- Zadajesz za dużo pytań, Toshimasa.
- Odpowiedz mi więc na nie. Jak ma zespół nadal trwać, skoro wasza trójka ma jakieś pieprzone sekrety i wojny, których reszta nie rozumie?
- A co tu dużo rozumieć. Kaoru znudził się Daisuke i wyrzucił go jak jakąś zabaweczkę.  Ktoś musiał się nim zaopiekować, a lider-sama udaje teraz, że jesteśmy dla niego tylko powietrzem. Ludźmi, których nie chce, ale musi znosić.- powiedziałem to wszystko patrząc na Kaoru mściwym wzrokiem, lecz on ani razu nie zaszczycił mnie swoją uwagą.- Może lepiej rozwiązać działalność Dir en Grey, co Panie Liderze?- mruknąłem pogardliwie.
- Może tak będzie dla was najlepiej. Pieprzcie się wszyscy…- usłyszałem piskliwy głosik Shiny’i, który zaraz po wypowiedzeniu tego, rzucił pałeczkami w perkusję i wybiegł z pomieszczenia, trzaskając drzwiami. Toshiya westchnął tylko, rzucając mi i Kaoru błagalne spojrzenie, po czym odstawił bas i wyszedł za Shinyą.
- A więc Dir en Grey oficjalnie nie istnieje…- Kaoru przechodząc obok, spojrzał się na mnie z wyższością.- Gratuluję.
Nim lider zdążył wyjść, usłyszałem cichy szloch Die.
Boże, spieprzyłem kolejną już sprawę. Czy ja kurwa muszę być aż takim nieudacznikiem?
Stałem z Die na przedmieściach Tokyo. Chłopak kucnął gdzieś z boku i patykiem rysował wzorki na piasku, a ja dorzucałem do ogniska kolejne kartki z tekstem, który już nam się na nic nie przyda. Tak, paliłem za sobą mosty. I to dosłownie. Żadne z tych tekstów już nigdy nie wybrzmi z mojego gardła.
Informacja o tym, że Dir en Grey się rozpadło, bardzo szybko dotarła do mediów. Od ostatnich paru dni nie dawano nam żyć. Fani, czy dziennikarze kryli się na każdym kroku, by zadawać te najbardziej niechciane pytanie „dlaczego”.
Oficjalnym powodem były „różnice w poglądach członków zespołu”. Kaoru ogłosił również, że ma zamiar zająć się promowaniem młodych, zdolnych kapel, a Toshimasa i Shinya gdzieś zniknęli. Nie dawali o sobie znaku życia. Więc na polu walki zostałem tylko ja i Daisuke, który powoli poddawał się psychicznie.
Już od dawna nie widziałem na jego ustach uśmiechu. Nawet tego sztucznego. To bolało. Bolało, bo wiedziałem, że to wszystko ja zniszczyłem. Zachciało mi się wpieprzać w czyjś związek, a teraz płacą za to miliony ludzi na całym świecie, dla których Dir en Grey nadawał rytm ich sercom.
- Tooru…- usłyszałem cichy, przepełniony smutkiem i bólem głos.
- Tak, Daisuke?- wrzuciłem resztę kartek na pastwę ognia i odwróciłem się do czerwonowłosego.
- Ile ja dla ciebie znaczę?
Serce zatrzymało mi się w miejscu i przestałem oddychać. Bałem się odpowiedzieć na to pytanie, bo nie wiedziałem co to oznacza.
- Ja… jesteś dla mnie jak brat- skłamałem.
- Wiesz, Kyo… - zaczął, podnosząc się z kucek.- Kiepsko kłamiesz. Powiedz mi po prostu, że mnie kochasz, że chcesz być dla mnie całym światem i chcesz mnie uszczęśliwiać, a nie męczysz się, spędzając ze mną każdy dzień, myśląc, że nigdy nie będziesz mnie mieć.
- C-co?- spytałem całkiem oszołomiony. Czy on właśnie… Powiedział, że… że…
-Kocham cię, Tooru. Może nie tak bardzo, jak ty mnie, ale kocham cię. Rozumiesz? Och, nie stój jak idiota, zrób coś. Tooru?
Momentalnie zerwałem się z miejsca i podbiegłem do niego. Objąłem go mocno i ułożyłem głowę na jego ramieniu. Z moich oczu płynęły łzy. Więc to tak czuje się szczęśliwy człowiek, co?
- Nie płacz, Tooru. Chodźmy do domu. Zrobię nam coś dobrego do jedzenia. Och, ty się trzęsiesz… Tooru, nie bądź dzieckiem.
Moje ciało wręcz rozrywało od środka. Przyjemne uczucie rozlewało się po każdej mojej kończynie. Daisuke uniósł moją głowę tak, bym patrzył mu prosto w oczy i ucałował mnie delikatnie.
- Nie cierp już więcej. Bądź dla mnie. Tylko dla mnie.


___________

Ostatni rozdział… Jako iż blog powstaje dla WAS, to dam wam do podjęcia decyzję. Chcecie jeszcze przed epilogiem noc poślubną Tooru i Daisuke? :D
I włączam spowrotem komentarze.

PS. Dedykowane pewnej pani z lastfm. <3

2 komentarze:

  1. Ja chcę noc poślubną.
    Szkoda, że to już będzie koniec. Planujesz jakieś nowe opowiadanie?
    Kocham Diru, a teraz tak mało o nich się pisze.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawie piszesz.Trafiłam tu przypadkiem i nie żałuje. Masz swój styl i to mi się podoba.

    OdpowiedzUsuń