Pairing: Die(Dir en Grey) x Miyavi
Gatunek: cross-over, lemon, yaoi
Wszystkiego najlepszego, Wiewióro <3
Ten fik jest dla ciebie jako zeszłoroczny i tegoroczny prezent.
Jeszcze raz: Wszystkiego najlepszego, kochana!
Wiatr rozwiewał na wszystkie strony jesienne liście leżące na chodniku. Było już ciemno, a jedynym źródłem światła było to, które dawała jedyna w okolicy lampa, gdyż reszta pewnie była zepsuta.
Czerwonowłosy mężczyzna stał oparty o mur i palił papierosa. Chwilę temu skończyli próbę zespołu i lider łaskawie pozwolił im wyjść.
- On mnie kiedyś wykończy..- szepnął sam do siebie i spojrzał na zegarek w telefonie. 23.10.
Westchnął głośno i rzucił peta na chodnik, po czym przydepnął żarzącą się końcówkę. Ledwo zrobił parę kroków, a ktoś na niego wpadł i oboje wylądowali na ziemi.
- Daisuke? Ochhh! Daisuke, to ty! – usłyszał miły, donośny głos przy swoim uchu. Mężczyzna przez chwilę analizował do kogo on należy. Dopiero po chwili powiązał go z czarnymi, długimi włosami, jakie posiadał mówca, oraz z jego kolczykiem w wardze i sposobem malowania się.
- M-miyavi?- mruknął wciąż niepewnie.
- No ba! Starego kumpla nie poznajesz?- Miyavi wyszczerzył się wesoło, wciąż siedząc okrakiem na Die.
- Daj spokój, spieszę się. Zejdź ze mnie…
- Oj, no weeź. Gdzie się niby spieszysz? Lepiej chodź do mnie na herbatę, czy coś!
- Nie, coś mi się jednak wydaje że i ta „herbata” źle się skończy. I gwarantuję ci, że tym razem ci tego nie daruje.
- Die, to będzie TYLKO herbata! Obiecuję się do ciebie nie dobierać!
- Ehh..- starszy gitarzysta westchnął i pokręcił głową.- No dobra… herbata i wracam do domu.
- Jupi! –ucieszył się Ishihara i poskakał trochę po leżącym na ziemi mężczyźnie.
- No złaź już ze mnie, bo mnie udusisz!- warknął groźnie Die. Miyavi wymamrotał przeprosiny i zszedł z niego. Dodatkowo podał Andou rękę i pomógł wstać. Nie puścił jednak jego dłoni. Pociągnął go za nią w stronę swojego mieszkania.
- Więc, Daisuke… Opowiadaj co u ciebie. Znalazłeś sobie w końcu kogoś?
Die długo zwlekał z odpowiedzą. Jeśli powie, że tak, to skłamie, a jeśli zaprzeczy, to da Miyaviemu powód do przystawiania się do niego.
- Możliwe… Zresztą, co cię to obchodzi?
- Bo wiesz… ja planuję mieć żonę. Hahah. Czaisz to? Ja i ustatkowanie się!- czarnowłosy zachichotał, lecz jego towarzyszowi wcale nie było do śmiechu. Wręcz irytowała go postawa solisty.
- Może przynajmniej zmądrzejesz i żonka cię wychowa.
- Och, daj spokój, Daisuke… Nie ma szans. Mnie się nie da okiełznać. O, już jesteśmy na miejscu.
Zatrzymali się przed zwyczajnym blokiem. Ta zwyczajność strasznie zaniepokoiła Die. Przecież Miyavi nienawidzi zwyczajności. Wręcz musi mieć wszystko inne, oryginalne.
- I ty tu mieszkasz?
- No tak. Co w tym dziwnego, truskaweczko?
- Miałeś mnie tak nie nazywać.
- Oj, wybacz. Powstrzymać się nie mogłem.
Ciemnowłosy wprowadził Die do swojego mieszkania. Było urządzone naprawdę zwyczajnie i przytulnie. Dominowała czerń, beż i brąz.
Die ściągnął fioletowy szalik i odwiesił razem z kurtką na wieszak. Buty również ściągnął, po czym skierował się za Miyavim do salonu.
- Usiądź sobie, a ja zaparzę herbatę. Tą co zwykle?
Die przytaknął. Wciąż nie mógł wyjść z podziwu. A może Miyavi się jednak zmienił? Tylko stara się to ukryć? Bo przecież w jego starym mieszkaniu było pełno różowych drobiazgów. A tu jedyną różową rzeczą była ramka na zdjęcie z jego mamą i poduszka.
Czerwonowłosy przyjrzał się uważnie pomieszczeniu. Wszędzie pełno różnych płyt, książek i czasopism. Na półce przy telewizorze stały zdjęcia. W cale go nie zdziwiło, gdy na jednym z nich dostrzegł siebie w objęciach, jeszcze wtedy kolorowowłosego Miyaviego. Wyglądali naprawdę uroczo. Die skrzywił się na samo wspomnienie tego dnia. To wtedy wszystko się między nimi popsuło. Takamasa wyznał mu swoje uczucia, a Daisuke po prostu się tego przestraszył. Dla niego niemożliwe było wtedy by mężczyzna mógł kochać innego mężczyznę. Odrzucił więc Miyaviego i przyjaźń do niego zmienił w nienawiść.
- Daisuke, herbata…- usłyszał tuż przy swoim uchu i podskoczył.
- Jezu, Miyavi! Nie strasz!
- Oj no, wybacz. Nie chciałem.
Usiedli razem na brązowej kanapie. Ishihara podał swojemu gościowi czerwony kubek z herbatą truskawkową.
- Wciąż masz ten kubek? Powinieneś był go wyrzucić…- powiedział trochę smutnym tonem głosu Die. Martwiło go trochę, iż Miyavi zamiast pozbyć się wszystkiego, po tym co Die mu kiedyś nagadał, to on to wszystko zachował.
- Ach, przywoływało tyle dobrych wspomnień, że… po prostu nie mogłem.
- Wciąż mnie kochasz, co?
- Cholernie.
- Ach… Jesteś głupi. Niedługo będziesz żonaty. Zapomnij o mnie na dobre.
- Daisuke…- wyszeptał cicho Miyavi, spuszczając głowę.- Ja nie potrafię o tobie zapomnieć. Kocham cię tak cholernie mocno, ze po prostu nie mogę.
Czerwonowłosy odłożył kubek na stół. Przysunął się do ciemnowłosego, uniósł jego głowę, chwytając delikatnie za jego podbródek i wpił się w jego usta.
Oczy Miyaviego rozszerzyły się ze zdziwienia. Mimo iż pocałunek sprawił, że wszystkie jego mięśnie rozluźniły się, a w brzuchu poczuł „motyle”, to zachował zdrowy rozsądek. Odepchnął Die od siebie.
- Nie rób tego tylko po to by mnie usatysfakcjonować. Nie chcę od ciebie pustego aktu pozbawionego z twojej strony uczuć.
- Skąd wiesz, że będzie to z mojej strony pozbawione uczuć?
- A nie?
- Oczywiście że nie. Jeśli jest coś co zrozumiałem przez ten czas gdy się nie było w pobliżu to tylko to, że cię potrzebuję. I … kocham.
Serce Miyaviego zabiło szybciej. W jego oczach pojawiły się łzy szczęścia.
- Ty mnie…? Naprawdę?
- Tak- Die ponownie zbliżył się do chłopaka i pocałował go, tym razem namiętniej. Ishihara postanowił nie być bierny. Rozchylił usta, zapraszając Daisuke do pogłębienia pocałunku. Zwinnymi palcami szybko odpiął guziki czarnej koszuli ukochanego, po czym zsunął ją z niego.
Czerwonowłosy wsunął język do ust młodszego. Przejechał nim po jego zębach, podniebieniu i trącił jego języczek. Zimne dłonie wsunął pod jego koszulkę i sunął nimi po całej długości jego pleców, wywołując u Miyaviego rozkoszne dreszcze. Chłopak westchnął cicho w usta Daisuke. Kręcił się na jego kolankach i ocierał się o jego krocze, paznokciami drapał za to ramiona i kark.
W pewnej chwili Die zmienił ich pozycję. Położył Miyaviego na kanapie, a sam pochylił się nad nim, pozbawiając go wcześniej t-shirtu. Ustami przyssał się do jego sutka, a dłonią pocierał krocze Ishihary, wsłuchując się słodkie jęki, które wydawał z siebie solista. Chłopak próbował złapać oddech, a paznokcie wbijał w plecy Daisuke i drapał je do krwi w spazmach rozkoszy. Jego sny i marzenia właśnie się spełniały. Za chwilę miał przeżyć najpiękniejsze chwile ze swoim ukochanym Daisuke. Dłońmi sięgnął jego spodni, zsuwając je z niego na tyle ile mógł. Resztę zrobił za niego Die, unosząc się lekko. Zrzucił z siebie jeansy wraz z bokserkami i rzucił je na ziemie. Następnie usadowił się pomiędzy nogami Miyaviego i zabrał się za ściąganie jego czarnych rurek, które wkrótce dołączyły do reszty ubrań na podłodze.
Czerwonowłosy aż się uśmiechnął, widząc uroczy rumieniec i skrępowanie u kochanka. Ucałował go w usta i przesunął palcami po jego penisie.
- Achhh… Daisukee!- Miyavi jęknął głośno, nim przygryzł wargę. Objął go nogami a ręką przyciągnął jego głowę do pocałunku.
Die sprawnie poruszał ręką na męskości Takamasy, sprawiając, że chłopak wił się pod nim z ofiarowanej rozkoszy, jęcząc prosto w jego usta. Powoli wsunął w niego jeden palec, wcześniej porządnie nawilżony, by przygotować go. Zatrzymał się jednak na chwilę, czując jak Ishihara się spina.
- Rozluźnij się, kochanie…- wymruczał Die i zaczął składać delikatne pocałunki na jego szyi. Już po chwili dołożył do pierwszego palca kolejne dwa i zaczął go powoli rozciągać.
- Ochh… Diee! Daisukee…- Miyavi odchylił głowę go tyłu, pozwalając kochankowi na wszystko. Drapał go po karku, a dłonią sięgnął do jego męskości, by odwdzięczyć się jakoś za ofiarowaną przyjemności.
Po chwili Die wyciągnął z niego palce, co wywołało zawiedzony jęk, który jednak zmienił się w cichy krzyk bólu pomieszanego z rozkoszą, gdyż palce zostały zastąpione penisem Daisuke. Ciemnowłosy rozsunął szerzej nogi, dając kochankowi większy dostęp do siebie, gdy ten go posuwał.
Ich oddechy, jęki i przyspieszone bicia serc przeplatały się ze sobą. Ich ruchy były chaotyczne i szybkie. Miyavi jęczał bezwstydnie, raniąc kochanka paznokciami. Gryzł i ssał dolną wargę Die i ciągle domagał się więcej od czerwonowłosego, który z chęcią wykonywał jego prośby.
- Och Daisukeee! Mocniej! Ja-ja… zaraz dojdę! Daisukee!- Miyavi objął kochanka mocno, wtulając się w niego, a jego ciało ogarnął orgazm. Die wykonał jeszcze kilka zdecydowanych i mocnych pchnięć, po czym doszedł we wnętrzu młodszego, z głośnym jękiem.
Obaj dyszeli głośno, wtuleni w siebie leżąc na kanapie. Nikt nawet nie śmiał się odezwać i zakłócić tej ciszy. Miyavi był szczęśliwy. Wreszcie to czuł. Miał ochotę skakać z radości, tuląc do siebie swoją miłość. I wiedział, że już nigdy go nie puści i nie zostawi. Nie pozwoli mu znów odejść.
- A jednak było to coś więcej niż herbata. Czyli zgodnie z obietnicą nie mogę ci tego darować- odezwał się Die z wrednym uśmiechem na ustach, co sprawiło, że Ishihara aż zadrżał.
- D-Daisuke? C-co ty planujesz?- przeraził się, gdy czerwono włosy usiadł na jego brzuchu, sprawiając, że nie mógł się ruszyć. Przejechał opuszkami palców po jego torsie, po czym uśmiechnął się z czystą złośliwością i zaczął go… łaskotać! Miyavi wiercił się i próbował zrzucić Die, lecz fakt, iż nie wyrabiał ze śmiechu wcale mu nie ułatwiał.
Daisuke dopiero po dłuższej chwili zszedł z niego, śmiejąc się cicho.
- To było nie fair! Zaskoczyłeś mnie! Gdyby nie to, ty byś leżał pode mną i błagał bym przestał! Ha ha ha!- zaśmiał się Miyavi, po czym rzucił się na rudzielca, który go tylko objął i przytulił do siebie.
- Brakowało mi tego, Takamasa… Kocham cię.
Ale sobie trafiłam, akurat na dwie notki, których nie czytała. Piszesz fajnie, mi się podoba. Kłopot z komentarzami może być taki, że na blogspot jest zawsze kłopot z ich dodawaniem. Ja na przykład lubię czytać przez internet w komórce i wtedy też stawiam komentarz. Na blogspot muszę to robić jak siedzę na komputerze. Wykasowałaś ten drugi blog z nową wersją DaiSuke? Pozdrawiam i nie zniechęcaj się do pisania.
OdpowiedzUsuńOoch! Cudowny fick! *.* jestem zachwycona. Naprawdę dobrze piszesz :)
OdpowiedzUsuńByła bym Ci bardzo wdzięczna za informacje :) Będę twoją dłużniczką za to :)
Jej ... Zaskoczyłaś mnie! Meev miał być seme! Ale w sumie ... Wyszło Ci idealnie !
OdpowiedzUsuńNie wiem czemu tak mi się wydaje, może to tylko jakieś złudzenie, ale ten fick jakoś tak.. emanuje... jest przepełniony uczuciami . Można je wręcz poczuć . Dlatego ten fick jest dobry . taki.. lekki, naturalny, prawdziwy ...
Jest fantastyczny ^.^
pozdrawiam :*
Cudne, jestem w trakcie czytania twojego bloga w całości i podziwiam. Doprowadziłaś mnie już do płaczu jedną notką. Podoba mi się twój styl ^.^
OdpowiedzUsuń