Sen o miłości

Pairing: Aoi(the gazettE) x hide(X-Japan)
gatunek: cross-over, angst, lemon, yaoi


Aoi ziewnął głośno, przekręcając klucz w zamku. Wracał właśnie z kolejnej imprezy u Reity. Zostawać nie chciał, gdyż Uruha i Kai bardzo głośno przypominali mu, że już od dawna nie miał nikogo.
Westchnął po raz kolejny tego dnia. Wszedł do domu, rzucając kurtkę i buty gdzieś w kąt. Nagle poczuł, że robi mu się słabo i leci do przodu. Z wielkim trudem ustał prosto na nogach i powędrował do kuchni za mocną kawą, lub chociaż odrobiną wody.
Wstawił czajnik, lecz doszedł do wniosku, że jednak nie chce mu się czekać, aż woda się zagotuje. Sięgnął do lodówki, po butelkę wody mineralnej i od razu wypił połowę.
Wtem poczuł, że nie jest sam w kuchni. Odwrócił się spanikowany. W pierwszej chwili, jego zmorzony alkoholem umysł pokazał mu, że widzi samego siebie. Po chwili dopiero spostrzegł, że to nie kto inny, jak…
- …hide? Ale.. przecież ty nie żyjesz! –wrzasnął, wskazując na niego palcem. Hideto siedział na krześle i bawił się pałeczką do jedzenia, obracając ją w palcach. Po chwili dopiero spojrzał się na Aoiego.
- Owszem, nie żyję. Ale niestety nie mogłem wybaczyć takiej zniewagi, drogi Yuu- mężczyzna wskazał pałeczką na głowę młodszego, a dokładniej na jego włosy, które wyglądały dokładnie tak, jak włosy hide.
- C-co? Mam prawo chyba farbować się jak tylko zechcę!- mruknął Aoi, nie do końca rozumiejąc co tu się właściwie dzieje.
- Tak? To pofarbuj się na… niebiesko*! A nie kradniesz kolor mi.
- Dobra, już więcej nie piję…- jęknął Yuu. Przeczesał palcami włosy i opadł z westchnięciem na krzesło. Wtem czajnik zaczął pobrzmiewać irytującym gwizdem.
- Nie musisz. Nikt ci nie każe- Hideto wstał i wyłączył gaz.
- No dobra. To mi się na pewno nie wydaje… Może mi się śni?- Aoi dla pewności uszczypnął się w rękę.- Auuu! Kurwa! Nie, nie śni mi się.
Po pomieszczeniu rozbrzmiał melodyjny śmiech nieżyjącego muzyka.
- Po co tu przyszedłeś? Źle ci było w zaświatach?
- Nie tyle co źle, ale nudno… Co prawda ostatnimi czasy dołączył do mnie Taiji, ale jego to ani nie porucham, ani nic…- mruknął mężczyzna, powracając do zabawy pałeczką.
- C-co?
- No… chcice mam. Przyszedłem do ciebie pod pretekstem włosów, ale tak naprawdę powód mojej wizyty jest inny…- hide zamruczał, niezwykle podniecająco. Dopiero teraz Aoi zwrócił uwagę na szczegóły. Włosy Hideto były rozwichrzone. Czarna koszula niedbale zarzucona i zapięta tylko na dwa guziki, aż zachęcała, by przyssać się do odsłoniętej szyi, którą częściowo zdobił ulubiony naszyjnik muzyka. Widać, że nawet po śmierci się z nim nie rozstawał. Spodnie za to niezwykle seksownie opinały się na jego pośladkach.
Nim Aoi się spostrzegł, Hideto stał tuż przed nim. Na jego ustach gościł pożądliwy uśmiech. Pałeczką jeździł po jego kroczu, a palce drugiej dłoni wplótł w jego różowiutkie włosy.
- h-hide… co ty robisz?- Aoi spanikowany zaczął się odsuwać, co jednak mu się nie udawało, gdyż ręka hide, która dodatkowo uświadamiała mu, że to nie zwidy, ani nie sen, nie dawała mu się ruszyć.
- Ciii… Będzie ci dobrze. Zresztą… Ja wiem, czemu to zrobiłeś…- hide lekko szarpnął jego włosy. Pocałował go namiętnie, a Aoi nie opierał się. Wręcz przeciwnie. Z wielką chęcią odwzajemniał pocałunek. Objął hide rękoma wokół szyi, przyciągając go do siebie.
- Mrr, o wiele lepiej- wymruczał mu do ust hide i wsunął zwinne palce pod koszulkę Aoiego. Znów przyssał się do jego ust i dodatkowo zaczął pieścić jego sutki, powodując tym serię niekontrolowanych jęków, częściowo tłumionych przez pocałunki.
Aoi nie pozostał bierny. Rozpiął guziki od koszuli Hideto i zsunął ją z jego ramion. Palcami pieścił odsłonięty tors, biodra i plecy.
Hide usiadł mu na kolanach. Dłońmi powędrował do paska. Rozpiął go i wysunął z szlufek, rzucając pod szafkę. Zszedł nagle z jego kolan. Objął go mocno rękoma i uniósł, przenosząc na stół. Ściągnął z niego koszulkę i spodnie. Zsunął również ze swoich ramion koszulę. Przyssał się go jego odsłoniętego brzucha. Przygryzał i lizał skórę, jeżdżąc od czasu do czasu po pępku. Jedną ręką ugniatał jego krocze, a drugą miętosił jego włosy.
Aoi odchylił głowę do tyłu i jęczał bezwstydnie. Jeszcze nikt nigdy nie dawał mu tyle rozkoszy. Drapał delikatnie jego ramiona, a nogami objął go i przyciskał do siebie. Jego męskość zaczęła boleśnie dawać o sobie znać.
- h-hide… Proszę…- jęczał bezwstydnie, błagając o więcej. Hideto wykonał jego prośby, gdyż sam był już nieźle podniecony. Ściągnął z niego bokserki. Jego oczy zaświeciły się na widok dumnie sterczącej męskości kochanka. Oblizał usta i przejechał palcami po całej długości penisa. Aoi jęknął błagalnie.
- Ciii, za chwilę będzie ci dobrze…- tak jak powiedział, tak zrobił. Męskość młodszego została pochłonięta przez rozkoszne usta mężczyzny. Zwinny języczek jeździł po wrażliwej w tym miejscu skórze, doprowadzając Aoiego do spazm rozkoszy. Chłopak wił się na stole i błagał o więcej.
Hideto w tym samym czasie ściągnął z siebie spodnie, razem z bielizną. Przejechał palcami po swojej męskości, po czym oderwał usta od penisa Yuu. Wdrapał się na stół, niczym kot i uklęknął okrakiem nad męskością Aoiego, który popatrzył na niego zaszokowany.
- Ty chyba nie chcesz….?
- Zamilcz…- mruknął hide. Pomógł sobie rękoma i wsunął pulsujący organ chłopaka do swojego wnętrza. Jęknął cicho z bólu, odchylając głowę do tyłu. Aoi od razu przyssał się do niego swoimi wargami. Lizał i całował jego szyję, zostawiając na niej malinki. Palcami pieścił sutki, chcąc, by Hideto odczuwał jak najmniej bólu.
Już po chwili ból minął. Zastąpiła go niesamowita przyjemność, gdy hide unosił się spazmatycznie i opadał na męskość kochanka. Aoi ruszał biodrami, wychodząc hide naprzeciw. Ich usta złączyły się w gorącym i mokrym pocałunku.
Wszystko działo się coraz szybciej, coraz namiętniej. Ich rozpalone ciała ocierały się o siebie, a z ich gardeł wydzierały się zdradliwe krzyki przepełnione olbrzymią rozkoszą.
Aoi nie mógł już tego wytrzymać. Zepchnął z siebie hide. Zszedł ze stołu i obrócił kochanka na brzuch, wypinając jego pośladki w swoją stronę, a jego dociskając do blatu mebla. Wszedł w niego brutalnie, co wywołało głośny krzyk zaskoczenia, rozkoszy i bólu. Ruszał się w nim szybko myśląc nie tylko o swoim nadchodzącym spełnieniu, lecz także o hide. Ujął w dłoń jego penisa i poruszał zwinnie palcami. Drugą ręką ugniatał jego pośladki. Stół pod nimi skrzypiał, lecz hide zagłuszał go swoimi krzykami.
- Aoi Och tak, mocniej! Jeszcze! Aoooi! Ach!
Hideto uczepił się stołu i wygiął plecy w łuk, krzycząc głośno imię kochanka. Wytrysnął wprost na palce Yuu. Chłopak zabrał rękę i podsunął mu pod usta, by zlizał nasienie, co Matsumoto zrobił bardzo dokładnie, ssąc przy okazji jego palce.
Aoi również długo nie wytrzymał. Doszedł chwilę później we wnętrzu hide. Opadł na niego wykończony.
- Wiesz co? Miałeś rację. Nie przefarbowałem się od tak sobie. Zrobiłem to, bo szaleję za tobą. Teraz już wiem, że jesteś taki, jakiego wszyscy cię mi opisywali. Kocham cię, wiesz?
- Wiem… Bywam u ciebie średnio co tydzień i obserwuję jak się onanizujesz przed moim zdjęciem.
Aoi jęknął. Wyszedł z hide i opadł na krzesło. W spodniach odszukał paczki z papierosem i zapalił.
- Zepsułeś taką romantyczną chwilę, idioto.
- Wiem. To jeden z moich talentów- hide zaśmiał się. Usiadł na blacie stołu i wyciągnął papierosa z ust Aoiego, samemu zaciągając się trującym dymem.
- Pozwolił ktoś?- Aoi chcąc nie chcąc odpalił następnego.
- Chodź ze mną do zaświatów.
- C-co?
- Kocham cię. Chcę być z tobą już na zawsze. Proszę, zgódź się!
- J-ja…
- Proszę!
- Dobrze, zgadzam się.
- Och, kocham cię, Aoi.
Hide zeskoczył ze stołu i pocałował Aoiego.
Wtem młodszy gitarzysta usłyszał dźwięk karetki. Zamrugał kilka razy, a do jego oczu dotarł nowy obraz. Był w ambulansie, podłączony pod setkę kabelków. Nad nim stał lekarz.
- Proszę się nie wysilać. Jest pan w ciężkim stanie i może pan nie przeżyć.
- C-co?
- Podciął sobie pan żyły. Jeden z pana kolegów znalazł pana w kuchni.
- Nie! Ja chcę umrzeć! Ja chcę do hide!
Aoi poderwał się, mimo dużej utraty krwi i braku sił. Odepchnął lekarza i poodrywał od siebie wszystkie kabelki. Obraz zaczął mu się rozmazywać.
- Hideeeeee!- gitarzysta otworzył drzwi karetki. I wtedy jego oczom ukazał się ukochany, który unosił się tuż nad ziemią.
- Chodź do mnie, chmurko…- szepnął Hideto, wyciągając do niego ręce. Aoi bez wahania skoczył. Jego ciało rozbluzgało się na asfalcie, a dusza wpadła prosto w ramiona ukochanego.
Teraz już mogli być razem na zawsze.
___________
*gra słowna. Aoi to po japońsku niebieski.

4 komentarze:

  1. To było takie smutna i takie ... piękne.

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozbluzgało ?? Ciekawy dobór słów ale temat zajebisty <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Oh to było świetne! Smutne i zabawne i Hidee, uwielbiam Go.

    OdpowiedzUsuń
  4. Przed sekundą trafiłam na twojego bloga, ale już mi się podoba xD Pierwszy raz czytam opowiadanie o hide. Sama raz chciałam napisać (znaczy nadal chcę), ale nie potrafię.. Ciężko mi pisać o kimś kto nie żyje.. No, nie ważne.. Co do ficka to mogę się przyczepić początku. Nie przypadł mi do gustu, bo zawsze inaczej wyobrażałam sobie Hideto, no, ale końcówka była taka urocza i romantyczna, że minusa ci nie dam.. ^^ Przy okazji zapraszam na mojego współ bloga: http://yaoi-hidoi-chan-kizu-chan.blogspot.com/

    // Kizu-chan

    OdpowiedzUsuń