Zabiło mnie moje serce - Epilog


~Kaoru pov~

Kolejne płyty nic niewartych, podrzędnych kapeli, którzy chcą być kimś. Kolejne zdjęcia zespołów, które zamiast w muzykę poszły w image. Kolejne godziny w studio na rozmowach z „liderami” o ich planach i motywacjach.
Praca producenta muzycznego jest cholernie nudna i upierdliwa. Jak widzę takich rozwydrzonych wokalisów, to aż współczuję Yoshikiemu co on musiał przechodzić z nami, kiedy pomagał nam się wybić. Przecież Kyo mu wtedy robił z życia piekło. Die zresztą też.
Ach.. Kochany Daisuke. Nie odezwałem się do niego ot tamtego momentu ani razu. Może i faktycznie byłem za ostry dla niego? Zbyt brutalny i nieczuły? Bo przecież zawsze liczyło się dla mnie własne dobro. A teraz przez to moje „dobro” straciłem przyjaciół, rodzinę, zespół… miłość.
Czasem ciekawiło mnie jak im się teraz powodzi. Tak, otóż Kyo odbił mi moją rudą wiewiórkę. Cóż.. nie mam prawa nazywać już go „moim”, ale… raz spotkałem ich w supermarkecie. Nie podszedłem. Ukryłem się za półką z konserwami i przeczekałem, aż pójdą. Wiedziałem, że tam nie zajrzą, bo Die niecierpki tych świństw. Wyglądali wtedy na szczęśliwych. Die pierwszy raz od lat uśmiechał się. Tak szczerze.
Czułem wtedy okropną zazdrość. Przy mnie już od dawna się nie uśmiechał. Chciałem nim rządzić i czasem siłą rozkazywałem mu przybierać różne maski, w zależności od mojej zachcianki.  Jestem pieprzonym sadystą, wiem.
Jestem także pewien, że Kyo mi życzy teraz śmierci i najchętniej, to by mnie teraz wypatroszył jabłkami i upiekł w 200o, a Daisuke na sam mój widok dostałby ataku serca. Czy ja jestem aż tak straszny? Nie, nie odpowiadajcie. Wolę nie wiedzieć.
Od momentu, w którym Die ode mnie odszedł nie miałem nikogo. Praca mnie pochłonęła. Czasem może przeruchałem jakiegoś zawziętego „muzyka”, który za wszelką cenę chciał mieć kontrakt, ale poza tym nie wiązałem się na stałe. Bo co za masochista chciałby się ze mną wiązać? Nikt.
- Niikura-san. Kolejny zespolik do pana. Wpuścić?- usłyszałem głos mojej sekretarki, który wyrwał mnie z moich myśli. Zerknąłem na arkusz, który właśnie wypełniałem, a następnie na stos płyt leżących na moim biurku.
- Niech wejdą. Oby byli lepsi od poprzedników…

2 komentarze:

  1. Bardzo trafna samoocena :)
    To budujące, że twój Kaoru nie jest tak do końca zły i umie jeszcze spojrzeć na swoje życie. Nie mniej nie jest mi go szkoda, bo sobie na to zapracował.
    Komentuje bo uważam, że warto by ktoś, kto pisze wiedział, że jego dzieła są czytane.
    Ja kocham dir en grey a szczególności KaoDie, KyoDie i nie rozumiem czemu jest tak mało nowych opowiadań o tym zespole.
    Ostatnio lubię też czytać o Lm.c, oraz o Zero (d'espairsray) i uroczym Hikaru (z D out) jako słodkie uke :) Nie mniej podobają mi się twoje opowiadania i one-shot'y więc przeczytam wszytsko co napiszesz :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda że to już koniec.
    Opowiadania na prawdę świetne.

    OdpowiedzUsuń