Gatunek: angst, cross-over, obyczajowe
Takie tam pisane o 3 w nocy, także przepraszam za treść.
Nienawidził siebie. Nienawidził, od momentu, w którym zrobił
to pierwszy raz. Czuł narastające w nim obrzydzenie do swojej osoby, przez
które nie mógł już nawet spojrzeć na własne odbicie w lustrze. Nienawidził
siebie za to, że mimo wszystko odczuwał chorą przyjemność i podniecenie.
Opadł bezwładnie na krzesło przy biurku i nalał sobie
drżącymi rękoma wodę mineralną do szklanki. Łapczywie wypił połowę i odstawił
ją na swoje miejsce. Gwałtownym ruchem zgarnął z blatu żyletki i kartki papieru
zapisane wierszami i skropione świeżą krwią.
Głuchą ciszę przerwał namolnie dzwoniący telefon z obiektem
jego westchnień wyświetlonym na ekranie. Jeszcze tego mu brakowało, by słuchać
jego głosu w takiej chwili. Odebrał jednak.
- Ryutaro, on mnie zdradza...- usłyszał płaczliwy głosik Yasu
po drugiej stronie. Wyraźnie było słychać, że chłopak jest na dworze. Brunet westchnął
i przetarł zmęczone oczy. Zerknął na zegar. Było już po trzeciej.- Przyłapałem
go z Megumi. Wrócił do niej. Ryu, co ja mam zrobić?
- Gdzie jesteś?- spytał ochrypniętym głosem. Chłopak
potrzebował teraz przyjaciela. Więc on musiał go dobrze odegrać. Nie usłyszał
jednak odpowiedzi.- Yasunori?
- …przed twoim blokiem- usłyszał bardzo cichy głos i
westchnął po raz kolejny.
- Wejdź do środka. Zmarzniesz..
Niespełna po pięciu minutach blondyn siedział już w salonie
owinięty kocem i z kubkiem ciepłej herbaty w rękach.
- Wiedziałem, że tak się stanie. Wiedziałem, lecz jednak nie
umiem o niego walczyć. Nigdy nie umiałem. Zawsze byłem uległy i łatwowierny.
Ryu, czemu ja taki jestem. Nie chcę w cale być takim idiotą.
- Yasu… Nie jesteś idiotą. To on nim jest. Jest idiotą, bo
wybrał ją, a nie ciebie. Zobaczysz, że długo ze sobą nie będą i wróci do
ciebie… tak jak za każdym razem.
- Ale ja go już nie chce. Nie chce go w moich ramionach, ani
w moim sercu. Po prostu nie chce. Znów mnie zostawi i znów będzie wracał. A ja
nie chce tak żyć. Co ja mam zrobić? Wiesz, że mu nie odmówię…
- Więc znajdź sobie kogoś, kto ci go zastąpi i obroni cię
przed nim…- powiedział cicho. Oczywiście, że miał na myśli siebie, ale scena, w
której Yasu rzuca mu się w objęcia, wyznaje mu miłość i błaga, by byli razem,
jest raczej nierealna.
- Nikt mnie nie chce. Jestem brzydki przecież! Nie wiem co
te głupie fanki we mnie widzą.. Albo będę
sobie z taką fanką. Przynajmniej będę miał pewność, że będzie mnie kochała i nie
zdradzi.
Ja bym cię nigdy nie zdradził, przemknęło Ryutaro przez
myśl. Pokręcił jednak głową. Nie miał zamiaru mówić chłopakowi o swoich
uczuciach. To by absolutnie zniszczyło ich przyjaźń.
- Dobra, słuchaj Ryu. Muszę lecieć. Dziś menager załatwił mi
przesłuchanie chłopców do mojego nowego teledysku. Dzięki ci za rozmowę.
Poprawiłeś mi humor, jak zwykle. Jesteś moim najlepszym przyjacielem. I chyba
jedynym…- blondyn odstawił kubek i wygrzebał się spod koca. Przytulił
ciemnowłosego mocno i ucałował go w policzek.
- Odprowadzę cię…
- Nie trzeba, dam sobie radę. Na razie.
I tyle miał go dla siebie. Yasu zawsze gdzieś gnał. Może
dlatego Hyde wraca ciągle do swojej byłej żony. Kto wie…
Po jakimś tygodniu ujrzał w telewizji wideoklip Acid Black
Cherry, o którym wspominał mu Yasu. Gdy tylko dostrzegł te wszystkie sceny, te
muśnięcia i te pozorne pocałunki, ogarniała go chorobliwa zazdrość.
- Pieprzony Yasu… Daje Hyde’wi powody do wściekłości. Nie
zdziwię się, jak za pare dni przyjdzie do mnie z płaczem, że Hyde znów mu
ubliżał od dziwek i prawie zgwałcił… jak wtedy- Ryutaro westchnął. Dobrze
pamiętał jak bardzo wtedy nienawidził Hideto, kiedy Yasunori przyszedł do niego
z płaczem. Blondyn cudem powstrzymał go przed wpierdoleniu Hyde’wi.
- Oho, jest szybciej niż myślałem…- mruknął, słysząc dzwonek
do drzwi. Leniwie zwlókł się z kanapy, by wpuścić blondyna do siebie.
- Ryutaaaro~!- wykrzyknął wesoło Yasu i rzucił się na
przyjaciela, obejmując go mocno.- Mam masę dobrych wiadomości!
Brunet mimo wszystko poczuł rozczarowanie. Czyli Yasu jednak
ułożył sobie życie. I znów pominął go przy projektowaniu przyszłości.
- No właź, słucham cię. Co takiego się stało?- mężczyzna
wpuścił go do środka i poszedł zaparzyć herbatę. Tradycją ich spotkań była
rozmowa przy karmelowej herbacie osłodzonej miodem.
- Widziałeś mój najnowszy teledysk? Fanki szaleją! I
oczywiście sława poszła mi w górę. Menager miał jednak dobry pomysł z tym
gejowskim motywem.
- Widziałem, widziałem. Świetnie wypadłeś…
Jak zwykle, dodał w
myślach sięgając po słoik z miodem.
- A kojarzysz tego blondynka co go miziałem? No w każdym
bądź razie podobam mu się! I jesteśmy już razem od dwóch dni!- dłonie Ryutaro
zadrżały, gdy to usłyszał i prawie upuścił słoik.- Nawet nie wiesz jak mi teraz
dobrze! Nawet Hyde dał nam krzyżyk na drogę. Ach, widziałem jak kipiał ze
złości, gdy całowałem Ryo. Tak, chłopaczek ma na imię Ryo. To prawie jak Ryu,
nie? Ryu-chan~
Buźka Yasu nie zamykała się. Zawsze tak było. Nie ważne, czy
był szczęśliwy, zły, czy smutny. Zawsze dużo gadał. W przeciwieństwie do
Ryutaro.
- No to szczęścia, Yasu. Może z nim ci się ułoży. Chłopak
nie wyglądał jak ktoś, kto cię wykorzysta, wyrucha i zostawi. Bo ty jesteś
seme, prawda? Czy coś przeoczyłem, i takie chucherko nim zostało?
- Och, daj spokój!- policzki blondyna pokryła czerwień.
Roześmiał się jednak.
Siedzieli razem jeszcze godzinę, po czym Yasunori wrócił do
swojego nowego chłopaka.
Wokalista znów samotnie usiadł przy swoim biurku, pogrążając
się w swojej własnej, małej, niemoralnej przyjemności.
Bo ciało człowieka najpiękniej wygląda skropione w zazdrości
i własnej krwi.
Uwielbiam twój styl pisania. Bardzo fajny one-shot w typowym dla ciebie stylu. Aż mi szkoda się zrobiło Ryu z powodu ślepoty Yasu :)
OdpowiedzUsuń