Pairing:
Kyo(Dir en Grey) x Die(Dir en Grey)
Gatunek:
miniaturka, shonen ai
Przepraszam was niezmiernie.
Tyle czasu minęło, a żadnego nowego ficka tu nie było, w dodatku dziś, zamiast porządnego one shota dostajecie miniaturkę.
Po prostu nie mam weny na kończenie opowiadań. To takie smutne, ach.
Nie będę nic wam obiecywać, ale postaram się szybko nadrobić zaległości...
<3
EDIT: Postać wizualna bloga uległa zmianie. Jak wam się podoba teraz?
Nigdy tak naprawdę nie wierzyłem w miłość. Nigdy dla mnie
nie istniała. W zamian za to wierzyłem w przywiązanie i zauroczenie. I od kilku
lat pogrążam się w tych stanach…
Sam nie wiem jak to się stało, że się zauroczyłem. Może to
przez zbyt długie wpatrywanie się w jego postać stojącą na scenie, bez koszulki,
zlaną potem i z tym cudownym uśmiechem na ustach. A przywiązanie mi przyszło,
gdy on zbyt często przychodził mi z pomocą, podczas chorób, albo gdy przez
przypadek zalałem całe mieszkanie, próbując samemu naprawić zatkaną przez moje
włosy rurę, a on ofiarował mi dach nad głową na czas remontu.
Nigdy mu nie powiedziałem ile dla mnie znaczy i że to jednak
jest miłość. A teraz… teraz jesteśmy już za starzy na związki. W tym wieku
ludzie już ułożyli sobie życie z dwójką dzieci, tak jak Toshiya, albo są po
rozwodzie i prowadzą życie playboya jak Kaoru. Są też tacy, którzy z przyczyn
prawnych i naturalnych dzieci mieć nie mogą, ale są szczęśliwi ze swoim
partnerem, tak jak Shinya i Yoshiki.
A ja? Żyję sobie sam w mieszkaniu, w którym nigdy nie było
porządku. Bez zwierzątek, gdyż wszystkie pozdychały. Bez dzieci, gdyż żadna się
nie odezwała, że jest w ciąży. I bez partnera, który właśnie upija się w barze
ze swoimi przyjaciółmi, a potem pewnie pójdzie do swojej dziewczyny, którą to
kocha całym swoim sercem. Ją, nie mnie.
Sam nie wiem co robić. Na masochizm też jestem już za stary.
Kaoru ciągle mnie ostrzega, że mam przestać, bo straci wokalistę. Więc staram
się go słuchać. Choć nie wiem ile już wytrzymam. 20 lat samotnie, w pustym
mieszkaniu, bez osoby, która rano powita mnie pocałunkiem i moją ulubioną,
czarną kawą. To dla mnie za dużo. Już dawno przestawałem dawać radę.
Więc dziś. Dziś nadszedł dzień, w którym to ja, Tooru
Nishimura, wokalista sławnego jak cholera zespołu Dir en Grey zakończę swoje
życie, niczym romantyczny bohater rodem z tych durnych, szkolnych lektur,
odbierając sobie życie w imię niespełnionej miłości, niezrozumienia i
samotności.
Boże, to takie żałosne…
- Tooru, jesteś?- słyszę cichy, niepewny głos dobiegający z
korytarza. Od razu go rozpoznaję, a do moich oczu napływają łzy.
Die staje w drzwiach salonu, a gdy mnie dostrzega, jego oczy
automatycznie się rozszerzają i w jednej sekundzie podbiega do mnie. Czuję jego
dłonie obejmujące mnie w pasie i zsadza mnie z parapetu. Wytrąca z moich dłoni
butelkę alkoholu i tępy nóż kuchenny, a
następne co czuję, to siarczysty policzek wymierzony mi przez moją miłość.
- Oszalałeś, Tooru? Co się dzieje?!
Słyszę, jak jego głos drży. Czyżby płakał? Patrzę na jego
twarz i faktycznie dostrzegam łzy. Serce, o ile jakieś jeszcze mam, ściska mi
się żałośnie.
- Przepraszam…- szepcę cicho, lecz nie za próbę samobójczą
przepraszam. Przepraszam za to, co zrobię za chwilę.
Unoszę swoje zdecydowanie za niskie ciało ku górze, a moje
wargi przyciskam do jego ust, smakując je nie pierwszy raz, ale pierwszy raz na
trzeźwo. Odsuwam się jednak po chwili i przepraszam go raz jeszcze. Przez moją
głowę przebiega tysiąc myśli „co Daisuke teraz zrobi” i chyba znam go za słabo,
bo wybrał ostatni scenariusz: przytula mnie i płacze jeszcze mocniej.
Kompletnie nie wiem co mam robić, więc obejmuję go. Z
początku delikatnie, jakby bojąc się, że nagle znów dostanę po twarzy. Z czasem
jednak mój uścisk zacieśnia się a ja cieszę się każdym jego dotykiem.
To tak przyjemne, że aż boję się otworzyć oczu. Boję się, że
to okaże się tylko snem i po przebudzeniu znów będę starym, masochistycznym
Tooru, z niespełnioną miłością.
Otwieram oczy, a wizja nie znika.
Czuję jak z moich oczu znów płyną łzy, gdy czuję jak Die
mnie całuje z taką namiętnością, jak całował swoją dziewczynę na jednej z
wspólnych imprez.
Więc to tak wygląda szczęście?
Bardzo się cieszę z każdego twojego postu. Cóż, wielką twoją fanką jestem :)
OdpowiedzUsuńNo i bardzo pokrzepiający one-shot z fajną parką.
A wystrój bloga fajny. Wszytko widoczne i przejrzyste.